2 czerwca 2011

Znikopis i maszyna do składania koszulek

Długo na niego polowałam...nigdzie nie mogłam upolować...

W końcu trafiłam i zakupiłam. Kosztował naście złotych i warty swej ceny chyba jest..

Pozwoli na odwzorowanie wykroju na tkaninie i zniknie jak już nie będzie potrzebny:-)

Ha, oto on:


Dwustronny- znika po 24 lub 48h. Można go też od razu usunąć traktując wodą lub parującym żelazkiem:-)

Pewnie go dobrze znacie...a ja dopiero się z nim zaprzyjaźnię;-)


A teraz przedstawię Wam super maszynę... nie będzie to maszyna do szycia, lecz do składania ubranek :-) Tutaj trafiłam przypadkiem na link do niej.

Jest prosta do zrobienia a naprawdę świetnie działa!!

I nie będzie to gadżet zapomniany po kilku dniach... Ja miałam mnóstwo radochy, nie mówiąc o moich dzieciach.

Potrzebne jest duże pudełko kartonowe do jego wykonania. Ja zrobiłam wersję mini, głównie do koszulek dziecięcych.

Wycinamy 4 tekturki:

- jedną o wym. 40x30 cm
- dwie o wym. 40x18cm
- jedną o wym. 20x18

Sklejamy je szarą taśmą w ten sposób:




A tu już tekturki posklejane :



Teraz kładziemy koszulkę przodem do dołu, machamy jednym skrzydełkiem, później drugim a na koniec trzecim do góry i koszulka gotowa na półeczkę:-)



I najważniejsze, że może nam pomagać dziecko- szczególnie dziewczynka...:-)


Sprawcie sobie takie tekturki..myślę, że warto- składanie wyprasowanych ubranek to bajka:-)

Pozdrawiam ciepło!

Wycieczka dzieńdzieckowa...

Dzieci uwielbiają zmieniać otoczenie...gdzieś jechać, iść, cokolwiek byle nowe wrażenia chwytać...
Każdy wyjazd uczy i bawi:-)

Warto zabierać dzieci i lepiej to robić niż kupować kolejne zabawki...w pamięci dziecka zawsze pozostaną nowe obrazy, doświadczenia, uśmiechnięci ludzie, kolejne lody kapiące po rękach, nowo poznane kwiaty, zapachy... to bezcenne- jak mówi pewna reklama:-)

Pogoda zachęca, choć nadmierne upały mogą zaszkodzić małym łebkom i toczącym się kobietom :-)
Dziś zapowiadało się burzowo...i było, na szczęście dopiero po powrocie z wycieczki- polało intensywnie.

Całkiem niedaleko są miejsca piękne i warte odwiedzin... ogromne drzewa, piękna architektura i duuużo zacienionych ścieżek do jazdy na rowerkach biegowych.
Dzieciaki zapakowane, rowerki wzięte- no to w drogę!

Pyszne lody na początek, mycie rączek wodą pompowaną ze studni w rynku.

W końcu pora na jeździki!


Rowerki biegowe to super sprawa..moje dzieci je uwielbiają i robią dość duże wrażenie na przechodniach...no bo jak można jeździć bez pedałów?? :-)) A jednak można jeśli jest się za małym na dwa kółka z pedałami...a z takiego jeździka przesiądą się na zwykły rowerek i to bez bocznych kółek...

Po drodze mijaliśmy rabatę piwonii- cudne- kolejny zapach, który uwielbiam...


Krzewy jaśminu rozsiewały słodki zapach...mmm, jedna gałązeczka znalazła miejsce u Córci przy kapelusiku.

No i było też boso-chodzenie bo ponoć "cała Polska chodzi boso":-)



A tu naturalne i najprawdziwsze "moro"- co to takiego?


Było super jak zwykle na wycieczce..i nóżki nie bolały..no może mnie troszkę ;-)

Wiecie gdzie byliśmy na wycieczce?

26 maja 2011

Mamusiom 100 lat!!

Wszystkim blogującym Mamom moc serdeczności!!



Tym świeżo upieczonym i tym przyszłym...podwójnym, potrójnym, z odchowanym stadkiem, z plecakami swoich uczniów i workami swych przedszkolaczków... z rękami pełnymi pracy i sercami pełnymi miłości i rozterek...tym blogującym i tym stroniącym od komputerów...mamom wesołym i smutnym czasami...tym z łezką w oku i z uśmiechem na twarzy...

WSZYSTKIM MAMOM życzę spokojnych, jasnych i ciepłych myśli...nie tylko o swoich skarbach ale też o sobie samych :-)

Jesteśmy wyjątkowe, bo być mamą i sprostać temu zadaniu nie zawsze jest proste:-)



I jeszcze jedno- pamiętajmy, że dzieci wychowujemy dla świata- nie dla siebie- pamiętajmy o własnych skrzydłach, pasjach, hobby i miłości- nie tylko tej matczynej...:-)
Kochajmy nasze skarby bezwarunkowo i mimo wszystko, choćby nie wiem co...

Przewrotnie, ale kobieta i mama to jedno!

Szczęścia dla szczęśliwych mam!!



Znalazłyście koniczynkę z 4 listkami?

jest ich kilka tutaj... :-)


Miłego Dnia Mamy!!

25 maja 2011

Podwójny eko-kulodrom

Niestety chorujemy, siedzimy w domu i żeby nie było tak pesymistycznie- bawimy się...:-)
Muszę przyznać, że dzieci mam bardzo pomysłowe i kreatywne. Potrafią się w przypływie dobrych humorów rewelacyjnie bawić wymyślając zabawy z najzwyklejszych rzeczy otaczających nas w domu.

Ostatnio przyjacielem mojego syna jest rura za szczotką od odkurzacza- teorię do owej niezwykłej maszyny dopracowuje z każdym dniem- są silniki, wlewy paliwa, rury wydechowe, znaczniki ilości paliwa, szyny i szczotki do hamowania, filtry paliwa i wiele innych "niewidzialnych" okiem dorosłego podzespołów...

Zabawki eko mamy już troszkę "przerobione"... Dzisiaj przyszła pora na kulodrom!

Przygotowałam odpowiednie materiały (zainspirowałam się pomysłem Ekomanii:
- rolki po papierze toaletowym, które zbierałam już dłuższy czas
- pudełko po zgrzewce mleka


Pomysłów na kulodrom jest wiele, jak wielu rodziców, choćby w Ekomanii i u Joela.


Dzieciaczków mam dwójkę i znam je na tyle, że od razu wolałam przygotować podwójny kulodrom:-) Tak by każde miało swoje pole do popisu;-)

Pudełko po 12sztukach mleka ustawiłam w pionie, spięłam zszywaczem tak by się nie przewracało.
Owinęłam je folią alu by ładnie świeciło i zachęcało. Rolki papieru wcześniej pomalowałyśmy z córcią farbkami.


W środkowej części pudełka zrobiłam nacięcia i umieściłam w nich poprzecinane na pół kolorowe rolki papieru. W ten sposób powstał za jednym zamachem podwójny kulodrom. :-)


Dzieciaki okazały się na tyle kreatywne, że syn dobudował sobie jeszcze tunel z pozostałych rolek by kulka wypadała dalej, a córcia pobiegła po kubek i łapała kulkę w połowie trasy:-)



Zamawy mnóstwo- satysfakcja dla mamy!!


A to ja- niedawny mój portret z kropką w brzuszku wykonany przez Córcię!


Pozdrówka duże!!

Cukierki od Basi dotarły:-)

Dziś odebrałam paczuszkę...
Wielkie dzięki Basiu za prezenty!!


To naprawdę bardzo miłe i niezwykłe doświadczenie dla mnie... niby niewiele a jednak jak wiele znaczy otrzymać podarunek od kogoś kogo nie znamy tak na dobrą sprawę;-)

Zazwyczaj wyznaję taką teorię, że nic nie dzieje się z przypadku, że wszystko i to co dobre i to co złe ma ukryty sens- o którym dowiadujemy się i doświadczamy namacalnie dopiero po jakimś czasie...pytając uprzednio dlaczego?

Otóż gdyby nie pewien splot bardzo trudnych i niezbyt pozytywnych dla mnie okoliczności, które miały miejsce jeszcze niedawno i które "nie powinny" się zdarzyć... a jednak się zadarzyły...może gdyby...nie to...nie byłoby mnie TUTAJ...na moim blogu... nie zaczęłabym szyć i nie odnalazła kolejnej pasji tworzenia...

W każdym razie cieszę się, że tu jestem, mogę pokazać trochę siebie (nie lubię raczej tego w nadmiarze)..

To taka dygresja a propos przygody z blogowaniem i wygranego Candy:-)

Dziękuję jeszcze raz za przemiłe prezenty Basiu!!!

Materiałki ciekawe bardzo, na przepiękne maki miałam nieraz chrapkę...ten motyw lubię!




Śliczne białe zajączki zostały adoptowane przez moje pociechy natychmiast:-)
A ja zostałam kokoszką- i dzieci wręczyły mi woskową kokoszkową ozdobę:-)

Ciepło pozdrawiam!!

22 maja 2011

Zaglądajcie na rosyjskie blogi...

W wolnej chwili (mam chore dzieci) wieczorkiem trafiałam na blogi naszych sąsiadek zza wschodniej granicy...
Dziewczyny są przezdolne!! Ich blogi baaardzo inspirujące!! "Konfjetki" takie, że szczęka opada:-)

Zajrzyjcie choćby tutaj:

- http://komkofa.blogspot.com/

- http://aminelka.blogspot.com

- http://rsvetlica.blogspot.com

Pomysły rewelacyjne, piękne tkaniny...

Pozdrawiam!!!

20 maja 2011

Ciasto z rabarbarem i jabłkami



Uwielbiam rabarbar z uwagi na kilka rzeczy:

1. sezonowy smak jedyny w swoim rodzaju...
2. smak dzieciństwa- rabarbar na surowo posypany cukrem i kwaśna minka:-)
3. pyszny kompocik gaszący pragnienie w upalny dzionek
4. no i ... ilość "r" w słowie :-))) mogę się podroczyć i prosić o wymawianie tego słowa przez moją Połowę :-))

Ciasto oczywiście upiekłam- wyszło pyszne- z przepisu Uli.
Ja dodałam jabłek z uwagi na moje dzieciaki.

Rabarbaro-jabłkowe ciacho biszkoptowe

Przepis cyt. za Ulą z Anielskiego Zakątka


4 jajka
1 szklanka cukru
2 łyżeczki cukru wanilinowego
1 kostka masła /200 g/
2 szklanki mąki
1 i 1/2 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
dowolne sezonowe owoce


Masło należy rozpuścić na małym ogniu i ostudzić, jaja z cukrami utrzeć na "białą" masę, czyli dość długo ucierać, potem podczas ucierania dolewać powoli wystudzone masło, następnie łyżką wsypywać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, potem chwilę jeszcze zostawić mikser włączony, żeby się połączyło, ale nie za długo.
Blachę smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą lub maką krupczatką [ja wyłożyłam blaszkę papierem do pieczenia], wlewamy ciasto i bardzo obficie posypujemy rabarbarem lub innymi owocami [u mnie wersja z rabarbarem i jabłkami obsypanymi cukrem, można trzcinowym]
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do ok 180-200 stopni, czas pieczenia zależy od piekarnika, należy sprawdzać patyczkiem [piekłam na termoobiegu w 170 stopniach].


Z kompocikiem smakowało suuuper :-)



Polecam i pozdrawiam!!

Kosmetyczka i akcesoria

Już jakiś czas temu uszyłam kolejną kosmetyczkę. Z założenia miała to być kosmetyczka na lakiery do malowania paznokci...miałam taką nie w moim guście. Zupełnie nie wiem jak to się dzieję, że posiadam czasem rzeczy nie w moim guście, patrze na nie, korzystam i tak mi się opatrzą, że nie dostrzegam ich niedopasowania do mnie ;-))

Taka była właśnie moja mała kosmetyczka na lakiery...sztuczny welur w brązowe centki- beee, paskudna.

Wreszcie mam taką jak mi się podoba:



Zrobiłam kosmetyczne naprasowanki i ciekawie chyba wyszło:




I na dodatek poduszeczki do pedicuru pasują do kompletu:-)

Są baaardzo mięciutkie i super wygodne do malowania pazurków u stópek:-)



Dodatkowo uszyłam sobie podróżne etui na płatki kosmetyczne.


Malutkie, mieszczące wystarczającą ilość płatków, no i można je zawiesić na wieszaczku i korzystać.



Zestawik mi teraz bardzo odpowiada i spełnia moje potrzeby praktycznie i estetycznie:-)

18 maja 2011

Kolejne cukiereczki...? Wygrałam nagrodę pocieszenia u Joli Zoli!

Otóż chciałam się pochwalić, że nawet nie wiedziałam o mojej pierwszej wygranej...
Nagrodę pocieszenia w losowaniu Candy u Joli Zoli wylosowała mi Natalcia.

Ogromnie się ucieszyłam, a wcześniej bardzo zdziwiłam bo Jola powiadomiła mnie w komentarzu o mojej wygranej- gapa ze mnie:-)

Koniczynki czterolistne często znajduję, ale wygrywam dopiero teraz...:-)




Pozdrawiam!!

17 maja 2011

Podkładeczki obiadowe, owocowe i truskawkowe wafelki...

Szalenie lubię materiał, z którego uszyłam sobie owocową torebkę z czerwono-kraciastymi obszyciami i podkładki pod kubeczki.


Kupiłam kawał tego materiału w secondhandzie nie wpatrując się specjalnie w szarawe napisy na beżowatej cudnie miękkiej bawełnie.

Zaczęłam się doczytywać z francuska dopiero w domku po upraniu materiałku, wspomogłąm się Wikipedią i cóż się okazuje.

Na mojej szmateksowej bawełnie widnieje nic innego jak dokument z 1813 roku i jest to Ordre Imperial de la Reunion- postanowienie o uhonorowaniu wojaków francuskich Cesarskim Orderem Zjednoczenia podpisane przez samego Napoleona. Tutaj można poczytaćdokładniej o tym wydarzeniu a tu widnieje oryginalny dokument.

Napoleon chyba byłby niepocieszony, że tak istotne akta będą za 200 lat widnieć na tkaninkach lądujących w lumpkach.


Co tam, postanowiłam uszyć podkładki obiadowe i bieżniczek stołowy. Mam teraz w kuchni kawałek francuskiej historii... ;-)



Są dwustronne oczywiście:





Zamarzyłam także o podkładce- jabłuszku. Znalazłam niedawno na takie o to cudeńko i zgapiłam nieco :-)



Powstała jeszcze jedna, ale już truskawkowa:-)

Sama ją rozrysowałam, podhaftowałam, obszyłam kawałeczki filcu i mam ją już!


Żeby było całkiem truskawkowo szybciutko zmontowałam wafelki przekładane truskawkowym kremem.

Spokojnie, krem jest z wykorzystaniem galaretki truskawkowej...


Wafelki z galaretką truskawkową:


masa do przełożenia
szklanka śmietanki słodkiej 30%
1/2 szkl. cukru
3/4 kostki masła
galaretka truskawkowa


Do rondelka wlewamy śmietankę, dodajemy masło i cukier. Ogrzewamy do rozpuszczenia i połączenia się wszystkich składników. Do gorącego płynu dodajemy galaretkę (wsypywałam powolutku) i intensywnie mieszamy do całkowitego rozpuszczenia się galaretki.
Masę odstawiamy do ostudzenia.

Wafle przekładamy ostudzoną masą. Ja użyłam okrągłych andrucików i masy wystarczyło mi na przełożenie czterema warstwami.

Przełożone andruty dociskamy i odstawiamy przynajmniej na 2 godzinki do lodówki, wtedy z łatwością dadzą się pokroić...




Pyszne, polecam!