Ach co za wdzięczne nazwy...
Szybki letni obiad podpowiedział mi mój synek, który zobaczył w TV (reklama a może bajka) "kanoli" jak określił pyszne rurki z pysznym nadzieniem:-)
On złożył zamówienie- a ja- proszę bardzo!
Rurki miałam na stanie, a na farsz poszło mielone mięsko, pieczareczki, duuużo świeżego koperku, dwa pomidorki, bazylia...
Wyszło pysznie i dość szybko:-)
Canelloni z farszem mięsnym pod beszamelem
- makaron Canelloni (duże rurki- użyłam Lubelli)
- składniki na farsz:
mięso mielone
pieczarki
pomidory
koperek świeży
bazylia świeża
-sos beszamelowy
pół kostki masła
mąka
mleko
sół, pieprz do smaku
Wykonanie:
Makaron wrzucić do lekko osolonego wrzątku i łyżeczką oliwy, potrzymać tak 2 minutki, następnie zahartować na sicie zimną wodą. Uważać by rurki nie posklejały się ze sobą. Na opakowaniu przepis mówi o nadziewaniu surowych rurek, ale czasem podobnie jak lazagne po zapieczeniu trafiają się twarde i chrupiące- a mają być miękkie.
Przygotować farsz:
Skroić pieczarki w drobną kosteczkę, rozgrzać łyżkę oliwy na patelni, przesmażyć pieczarki, dodać mięso mielone, smażyć, mieszać i rozdzielać grudki mięsne. Pomidory przelać wrzątkiem i po chwili obrać ze skórki. Pokroić w kostkę i dorzucić do farszu. Dusić pod przykryciem, dosmaczyć solą, pieprzem, słodką papryką. Pod koniec duszenia, wsypać garść pokrojonego koperku i świeżej bazylii.
Beszamel:
W rondelku rozpuścić masło (ok. pół kostki), dodać mąkę (wsypywać po łyżce i kontrolować konsystencję) i dobrze wymieszać, nie dopuszczając do przypalenia czy przywierania. Teraz dolewać mleko bezpośrdenio z kartonu i intensywnie mieszać- ilość mleka w zależności od ulubionej konsystencji beszamelu. Dosmaczyć solą i pieprzem.
Nadziewać rurki farszem i układać w naczyniu żaroodpornym, wysmarowanym oliwą i małą ilością beszamelu. Przykryć canelloni beszamelem dokładnie i posypać ulubionym żółtym serem.
Zapiekać do zrumienienia skorupki beszamelu i sera.
Smaczności!!!
Ula z Anielskiego Zakątku bardzo mnie skusiła na Limoncello...
No cóż resztka spirytusu się ma zmarnować? ;-) Cztery cytrynki obrałam w miarę możliwości cieniutko. Skóreczki do słoiczka i kąpiel w spirytusie przez kolejny miesiąc. Jak już się zmacerują będzie dalszy ciąg- czyli rozwadnianie i dosładzanie :-)
Zapach skórek urzekał w całym domu a teraz słój zdobi mi kuchnię.
Nie śmiejcie się tak... wiem, że mało spirytusu, bo ok. 130 ml.. ale chyba uzupełnię skórkom kąpiel na dniach:-)
Viva Italia!
Pozdrawiam słonecznie!!
22 czerwca 2011
21 czerwca 2011
Akcja Ratujmy Maluchy- złóżcie podpis...
Nie wiem jak Wy Drogie Blogowiczki, ale ja jestem zdecydowanie przeciwna obniżaniu wieku szkolnego.
Gdybym mogłam zdecydować nie posłałabym mojego syna w wieku 6 lat do szkoły... tylko, że jeśli ta chora zmiana przejdzie, to nie będę miała wyboru.
Mój syn wtedy pójdzie do szkoły zapewne nie wystarczająco przystosowanej do nauczania 6-latków. z resztą poczytajcie tutaj.
Ja podpis złożę w swoim mieście...
Gdzie można składać podpisy w Waszych miejscach zamieszkania dowiecie się tu
Czas jest do 4 lipca... może uda się tę ustawę zatrzymać...oby!
Gdybym mogłam zdecydować nie posłałabym mojego syna w wieku 6 lat do szkoły... tylko, że jeśli ta chora zmiana przejdzie, to nie będę miała wyboru.
Mój syn wtedy pójdzie do szkoły zapewne nie wystarczająco przystosowanej do nauczania 6-latków. z resztą poczytajcie tutaj.
Ja podpis złożę w swoim mieście...
Gdzie można składać podpisy w Waszych miejscach zamieszkania dowiecie się tu
Czas jest do 4 lipca... może uda się tę ustawę zatrzymać...oby!
Kwiatkowo
Ciągle nie mogę się nadziwić, że z kawałków ładnych tkaninek można wyczarować tyle ślicznych rzeczy- dekoracji, zabawek i innych drobiazgów. Teraz już chyba nie pozbędę się tak łatwo starych za małych ciuszków mojej córci... zazwyczaj są ze ślicznych materiałków :-)
Tym razem naszła mnie ochota na materiałowe kwiatki.
Podobają mi się te proste z kółeczek wypchanych watką i przewiązanych sznureczkami.
Uszyłam ich kilka i umieściłam na patyczkach...
Są większe i mniejsze, niektóre mają drewniane koraliki w pempuszkach... Tak mówi na środek kwiatka moja córcia:-)
A na koniec jeszcze w towarzystwie malusiej potrójnej truskaweczki :-) To jak trzy moje owocki...
Pozdrawiam serdecznie!!!
Tym razem naszła mnie ochota na materiałowe kwiatki.
Podobają mi się te proste z kółeczek wypchanych watką i przewiązanych sznureczkami.
Uszyłam ich kilka i umieściłam na patyczkach...
Są większe i mniejsze, niektóre mają drewniane koraliki w pempuszkach... Tak mówi na środek kwiatka moja córcia:-)
A na koniec jeszcze w towarzystwie malusiej potrójnej truskaweczki :-) To jak trzy moje owocki...
Pozdrawiam serdecznie!!!
15 czerwca 2011
Pomarańczowe galaretki
To nie są zwykłe galaretki... :-)
To mój debiut, ale na pewno jeszcze nie raz je zrobię w takiej postaci!
Ten pomysł z wypełnianiem cytrusowych miseczek galaretką podejrzałam u jednej z blogowiczek... niestety nie pamiętam adresu bloga...
Pomarańczowe galaretki w skorupkach
potrzebne:
2 galaretki (u mnie pomarańczowa i agrestowa)
2 pomarańcze
Galaretki każdą z osobna rozpuszczamy w 1,5 szklanki wrzątku. Odstawiamy i czekamy aż przestygną.
Pomarańcze kroimy na połóweczki, wyciskamy sok i wypijamy... Ostrożnie wyciskamy sok by nie uszkodzić skórki.
Wypełniamy pomarańczowe miseczki galaretką. Wstawiamy do lodówki by dobrze stężały.
Ja umieściłam miseczki z pomarańczy na szklankach tak by ułatwić sobie nalewanie galaretek.
Jeśli galaretki stężeją kroimy je na ćwiarteczki.
Ujmują swoim wyglądem... i kuszą małe rączki:-)
Próbowałam z cytryną ale jej miąższ po wyciśsnięciu soku z połóweczki cytryny nie chce się ładnie odrywać...
Dzięki temu eksperymentowi popijaliśmy galaretki pyszną domową lemoniadą!!
Lemoniada:
- sok z jednej cytryny
- woda mineralna
- cukier
Słodzimy do smaku, mieszamy, wstrząsamy... dodajemy lód... i gotowe!
W wersji dla dorosłych można "dosmaczyć" ulubionym alkoholem...
Smacznego!
Pozdrawiam i dziękuje za wszystkie miłe komentarze odnośnie Seby:-)
To mój debiut, ale na pewno jeszcze nie raz je zrobię w takiej postaci!
Ten pomysł z wypełnianiem cytrusowych miseczek galaretką podejrzałam u jednej z blogowiczek... niestety nie pamiętam adresu bloga...
Pomarańczowe galaretki w skorupkach
potrzebne:
2 galaretki (u mnie pomarańczowa i agrestowa)
2 pomarańcze
Galaretki każdą z osobna rozpuszczamy w 1,5 szklanki wrzątku. Odstawiamy i czekamy aż przestygną.
Pomarańcze kroimy na połóweczki, wyciskamy sok i wypijamy... Ostrożnie wyciskamy sok by nie uszkodzić skórki.
Wypełniamy pomarańczowe miseczki galaretką. Wstawiamy do lodówki by dobrze stężały.
Ja umieściłam miseczki z pomarańczy na szklankach tak by ułatwić sobie nalewanie galaretek.
Jeśli galaretki stężeją kroimy je na ćwiarteczki.
Ujmują swoim wyglądem... i kuszą małe rączki:-)
Próbowałam z cytryną ale jej miąższ po wyciśsnięciu soku z połóweczki cytryny nie chce się ładnie odrywać...
Dzięki temu eksperymentowi popijaliśmy galaretki pyszną domową lemoniadą!!
Lemoniada:
- sok z jednej cytryny
- woda mineralna
- cukier
Słodzimy do smaku, mieszamy, wstrząsamy... dodajemy lód... i gotowe!
W wersji dla dorosłych można "dosmaczyć" ulubionym alkoholem...
Smacznego!
Pozdrawiam i dziękuje za wszystkie miłe komentarze odnośnie Seby:-)
14 czerwca 2011
Mój pierwszy...długouchy
Króliczek!!
Ogromnie mi się podobają wytwory tildowe- króliki w kapeluszach w szczególności:-)
Postanowiłam i uszyłam. To mój pierwszy króliś i może będą następne jeśli mi czas pozwoli.
Oto królik Seba:
Odpoczywa sobie na kocyku szczęściarz Seba... za pasem ma bowiem czterolistną koniczynkę, która wpadła mi w oko tuż obok kocyka:-)
Niedawno wyszedł spod igły i brakuje mu jeszcze koszulki... ale na gorące dni ma tylko dwa małe tatuażyki: kwiatek i serducho.
Porteczki ma przyciasne ale uszyją się następne:-)
I tak go lubię;-)
A na koniec mała ogrodowa przytulanka:-)
Pozdrówka!!
Ogromnie mi się podobają wytwory tildowe- króliki w kapeluszach w szczególności:-)
Postanowiłam i uszyłam. To mój pierwszy króliś i może będą następne jeśli mi czas pozwoli.
Oto królik Seba:
Odpoczywa sobie na kocyku szczęściarz Seba... za pasem ma bowiem czterolistną koniczynkę, która wpadła mi w oko tuż obok kocyka:-)
Niedawno wyszedł spod igły i brakuje mu jeszcze koszulki... ale na gorące dni ma tylko dwa małe tatuażyki: kwiatek i serducho.
Porteczki ma przyciasne ale uszyją się następne:-)
I tak go lubię;-)
A na koniec mała ogrodowa przytulanka:-)
Pozdrówka!!
6 czerwca 2011
Naleśniki czekoladowe
Uwielbiam te naleśniki! Ciasto jest doskonałe, naleśniki wyśmienite.
Pierwszy raz zrobiłam takie przed rokiem.
Są doskonałe z owocami a chyba najlepsze z truskawkami!
Przepis na ciasto znowu dzięki Asi z Kwestii Smaku. Uwielbiam Jej przepisy.
przepis na naleśniki czekoladowe:
(około 20 sztuk o średnicy 18 cm):
• 50 g masła
• 50 g ciemnej czekolady (użyłam Wedla 64% kakao)
• 1 szklanka (250 ml) mleka
• 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (niekoniecznie)
• 1 płaska łyżka kakao
• 2 małe lub średnie jajka
• 1/2 szklanki cukru (można dać mniej)
• 150 g mąki pszennej
• około 1/3 - 1/2 szklanki wody gazowanej
Do rondelka włożyć pokrojone na kawałki masło i połamaną na kosteczki czekoladę. Wlać mleko, ekstrakt z wanilii, wsypać kakao i na małym ogniu, ciągle mieszając, roztopić masło i czekoladę, starając się nie podgrzewać za bardzo masy. Odstawić z ognia, wbić jajka i wsypać cukier, zmiksować. Następnie dodać przesianą mąkę i jeszcze raz miksować na gładkie ciasto. Odstawić na 30 - 60 minut. Do ciasta dodać 1/3 szklanki wody gazowanej, zmiksować. Można już zacząć smażyć naleśniki. Można też ciasto wstawić do lodówki na około 1 - 2 doby. Im dłużej ciasto będzie stało, tym więcej trzeba będzie dodać do niego wody gazowanej.
Smażyć na rozgrzanej patelni.
Naleśniki mają chrupiący brzeg, środkiem są miękkie. Ja większą ilość układam na talerzu, przykrywam drugim talerzem i po godzince wszystkie naleśniki są mięciutkie i dobre do zawijania w ruloniki.
Nadzienie do naleśników:
-ser twarogowy mielony
-cukier puder
-truskawki
Ser zmiksować z cukrem pudrem i truskawkami (proporcje zależą od nas).
Truskawkową masą serową smarować naleśniki.
Polać śmietaną wymieszaną z cukrem oraz posypać cząstkami truskawek, można posypać cukrem pudrem.
Zajadać!
Pozdrawiam ciepło!!!
Pierwszy raz zrobiłam takie przed rokiem.
Są doskonałe z owocami a chyba najlepsze z truskawkami!
Przepis na ciasto znowu dzięki Asi z Kwestii Smaku. Uwielbiam Jej przepisy.
przepis na naleśniki czekoladowe:
(około 20 sztuk o średnicy 18 cm):
• 50 g masła
• 50 g ciemnej czekolady (użyłam Wedla 64% kakao)
• 1 szklanka (250 ml) mleka
• 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (niekoniecznie)
• 1 płaska łyżka kakao
• 2 małe lub średnie jajka
• 1/2 szklanki cukru (można dać mniej)
• 150 g mąki pszennej
• około 1/3 - 1/2 szklanki wody gazowanej
Do rondelka włożyć pokrojone na kawałki masło i połamaną na kosteczki czekoladę. Wlać mleko, ekstrakt z wanilii, wsypać kakao i na małym ogniu, ciągle mieszając, roztopić masło i czekoladę, starając się nie podgrzewać za bardzo masy. Odstawić z ognia, wbić jajka i wsypać cukier, zmiksować. Następnie dodać przesianą mąkę i jeszcze raz miksować na gładkie ciasto. Odstawić na 30 - 60 minut. Do ciasta dodać 1/3 szklanki wody gazowanej, zmiksować. Można już zacząć smażyć naleśniki. Można też ciasto wstawić do lodówki na około 1 - 2 doby. Im dłużej ciasto będzie stało, tym więcej trzeba będzie dodać do niego wody gazowanej.
Smażyć na rozgrzanej patelni.
Naleśniki mają chrupiący brzeg, środkiem są miękkie. Ja większą ilość układam na talerzu, przykrywam drugim talerzem i po godzince wszystkie naleśniki są mięciutkie i dobre do zawijania w ruloniki.
Nadzienie do naleśników:
-ser twarogowy mielony
-cukier puder
-truskawki
Ser zmiksować z cukrem pudrem i truskawkami (proporcje zależą od nas).
Truskawkową masą serową smarować naleśniki.
Polać śmietaną wymieszaną z cukrem oraz posypać cząstkami truskawek, można posypać cukrem pudrem.
Zajadać!
Pozdrawiam ciepło!!!
5 czerwca 2011
Babeczki- czas na babeczki...
z truskawkami oczywiście!
Przepis na kruche miseczki zaczerpnęłam z kwestii smaku.
Krem to wariacja z serkiem waniliowym.
Ciasto (przep. z Kwestia Smaku)
• 250 g mąki
• 150 g masła pokrojonego w kostkę, lekko zmiękczonego
• szczypta soli
• 3 łyżki cukru pudru
• 1 jajko
• 1 łyżka zimnego mleka
Mąkę przesiać do miski, dodać pokrojone na kawałki masło, sól, cukier puder i wbić jajko. Palcami wymieszać i połączyć składniki na gładką masę. Wlać mleko i delikatnie połączyć z ciastem. Uformować kulę, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na minimum 30 minut.
Nagrzać piekarnik do 190℃. Stolnicę lekko posypać mąką i rozwałkować na niej placek na grubość 3 - 4 mm. Wyciąć kółka większe niż średnica foremek. Ciastem wyłożyć foremki, bokiem noża przesunąć po krawędzi foremki, usuwając nadmiar ciasta [babeczki wyszły mi wtedy za niskie.., kolejną partię zostawiłam z brzegiem ponad foremką- przyp.Sabik]. Widelcem podziurkować spód. Piec przez około 20 - 25 minut na złoty kolor, ostudzić [moje piekły się 15 minut].
Krem waniliowy- moja wariacja
dwa serki homo waniliowe
pół kostki masełka
cukier puder
cukier wanilinowy lub jeszcze lepiej cukier z prawdziwą wanilią
Utrzeć masło z cukrem pudrem i wanilinowym. Dodawać stopniowo po łyżce serka homo cały czas ucierając... Gotowy krem schłodzić by stężał.
Wypełniamy babeczki kremem, obsypujemy świeżymi, pociętymi na cząstki truskawkami.
Mniam, smacznego!!
Pozdrawiam weekendowo i dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze!!!
Przepis na kruche miseczki zaczerpnęłam z kwestii smaku.
Krem to wariacja z serkiem waniliowym.
Ciasto (przep. z Kwestia Smaku)
• 250 g mąki
• 150 g masła pokrojonego w kostkę, lekko zmiękczonego
• szczypta soli
• 3 łyżki cukru pudru
• 1 jajko
• 1 łyżka zimnego mleka
Mąkę przesiać do miski, dodać pokrojone na kawałki masło, sól, cukier puder i wbić jajko. Palcami wymieszać i połączyć składniki na gładką masę. Wlać mleko i delikatnie połączyć z ciastem. Uformować kulę, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na minimum 30 minut.
Nagrzać piekarnik do 190℃. Stolnicę lekko posypać mąką i rozwałkować na niej placek na grubość 3 - 4 mm. Wyciąć kółka większe niż średnica foremek. Ciastem wyłożyć foremki, bokiem noża przesunąć po krawędzi foremki, usuwając nadmiar ciasta [babeczki wyszły mi wtedy za niskie.., kolejną partię zostawiłam z brzegiem ponad foremką- przyp.Sabik]. Widelcem podziurkować spód. Piec przez około 20 - 25 minut na złoty kolor, ostudzić [moje piekły się 15 minut].
Krem waniliowy- moja wariacja
dwa serki homo waniliowe
pół kostki masełka
cukier puder
cukier wanilinowy lub jeszcze lepiej cukier z prawdziwą wanilią
Utrzeć masło z cukrem pudrem i wanilinowym. Dodawać stopniowo po łyżce serka homo cały czas ucierając... Gotowy krem schłodzić by stężał.
Wypełniamy babeczki kremem, obsypujemy świeżymi, pociętymi na cząstki truskawkami.
Mniam, smacznego!!
Pozdrawiam weekendowo i dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze!!!
2 czerwca 2011
Sezon truskawkowy
Entliczek-pętliczek czerwony stoliczek
A na tym stoliczku pleciony koszyczek
W koszyczku...- TRUSKAWKI!!!
Dopiero początek sezonu a ja już tak się nimi nasyciłam...
Nie, nie, spokojnie najpierw rzucam się na truskawki- jem garściami maczane w cukrze, gniecione z dodatkiem śmietany, zmiksowane na koktail, jako dodatek do makaronu w gorący dzień...
Poszłam na pole do sąsiadki i wychamęciłam kilo ekologicznych truskawek:-) Nawet moje pociechy się nimi zajadały! W rewanżu poniosłam podkładkę pod kubek-truskaweczkę- nie zdążyłam zrobić jej foto:-)
Teraz pora na bardziej wyszukane przepisy z truskawkami w roli głównej!
Potrzebuję duuużo truskawek by zrealizować te pomysły:
- tarta z truskawkami
- tiramisu z truskawkami
- sernik z truskawkami
- babeczki z truskawkami
- knedle z truskawkami
- drożdżowe z truskawkami
- sałatka z truskawkami(z pieczarkami, arbuzem lub "zielskiem")
- naleśniki z truskawkami
- lody truskawkowe
Inspiracje są m.in. tu:
kwestia smaku
kulinarny blog
z pierwszego tłoczenia
Pozdrawiam Was i życzę smacznego!!
A na tym stoliczku pleciony koszyczek
W koszyczku...- TRUSKAWKI!!!
Dopiero początek sezonu a ja już tak się nimi nasyciłam...
Nie, nie, spokojnie najpierw rzucam się na truskawki- jem garściami maczane w cukrze, gniecione z dodatkiem śmietany, zmiksowane na koktail, jako dodatek do makaronu w gorący dzień...
Poszłam na pole do sąsiadki i wychamęciłam kilo ekologicznych truskawek:-) Nawet moje pociechy się nimi zajadały! W rewanżu poniosłam podkładkę pod kubek-truskaweczkę- nie zdążyłam zrobić jej foto:-)
Teraz pora na bardziej wyszukane przepisy z truskawkami w roli głównej!
Potrzebuję duuużo truskawek by zrealizować te pomysły:
- tarta z truskawkami
- tiramisu z truskawkami
- sernik z truskawkami
- babeczki z truskawkami
- knedle z truskawkami
- drożdżowe z truskawkami
- sałatka z truskawkami(z pieczarkami, arbuzem lub "zielskiem")
- naleśniki z truskawkami
- lody truskawkowe
Inspiracje są m.in. tu:
kwestia smaku
kulinarny blog
z pierwszego tłoczenia
Pozdrawiam Was i życzę smacznego!!
Znikopis i maszyna do składania koszulek
Długo na niego polowałam...nigdzie nie mogłam upolować...
W końcu trafiłam i zakupiłam. Kosztował naście złotych i warty swej ceny chyba jest..
Pozwoli na odwzorowanie wykroju na tkaninie i zniknie jak już nie będzie potrzebny:-)
Ha, oto on:
Dwustronny- znika po 24 lub 48h. Można go też od razu usunąć traktując wodą lub parującym żelazkiem:-)
Pewnie go dobrze znacie...a ja dopiero się z nim zaprzyjaźnię;-)
A teraz przedstawię Wam super maszynę... nie będzie to maszyna do szycia, lecz do składania ubranek :-) Tutaj trafiłam przypadkiem na link do niej.
Jest prosta do zrobienia a naprawdę świetnie działa!!
I nie będzie to gadżet zapomniany po kilku dniach... Ja miałam mnóstwo radochy, nie mówiąc o moich dzieciach.
Potrzebne jest duże pudełko kartonowe do jego wykonania. Ja zrobiłam wersję mini, głównie do koszulek dziecięcych.
Wycinamy 4 tekturki:
- jedną o wym. 40x30 cm
- dwie o wym. 40x18cm
- jedną o wym. 20x18
Sklejamy je szarą taśmą w ten sposób:
A tu już tekturki posklejane :
Teraz kładziemy koszulkę przodem do dołu, machamy jednym skrzydełkiem, później drugim a na koniec trzecim do góry i koszulka gotowa na półeczkę:-)
I najważniejsze, że może nam pomagać dziecko- szczególnie dziewczynka...:-)
Sprawcie sobie takie tekturki..myślę, że warto- składanie wyprasowanych ubranek to bajka:-)
Pozdrawiam ciepło!
W końcu trafiłam i zakupiłam. Kosztował naście złotych i warty swej ceny chyba jest..
Pozwoli na odwzorowanie wykroju na tkaninie i zniknie jak już nie będzie potrzebny:-)
Ha, oto on:
Dwustronny- znika po 24 lub 48h. Można go też od razu usunąć traktując wodą lub parującym żelazkiem:-)
Pewnie go dobrze znacie...a ja dopiero się z nim zaprzyjaźnię;-)
A teraz przedstawię Wam super maszynę... nie będzie to maszyna do szycia, lecz do składania ubranek :-) Tutaj trafiłam przypadkiem na link do niej.
Jest prosta do zrobienia a naprawdę świetnie działa!!
I nie będzie to gadżet zapomniany po kilku dniach... Ja miałam mnóstwo radochy, nie mówiąc o moich dzieciach.
Potrzebne jest duże pudełko kartonowe do jego wykonania. Ja zrobiłam wersję mini, głównie do koszulek dziecięcych.
Wycinamy 4 tekturki:
- jedną o wym. 40x30 cm
- dwie o wym. 40x18cm
- jedną o wym. 20x18
Sklejamy je szarą taśmą w ten sposób:
A tu już tekturki posklejane :
Teraz kładziemy koszulkę przodem do dołu, machamy jednym skrzydełkiem, później drugim a na koniec trzecim do góry i koszulka gotowa na półeczkę:-)
I najważniejsze, że może nam pomagać dziecko- szczególnie dziewczynka...:-)
Sprawcie sobie takie tekturki..myślę, że warto- składanie wyprasowanych ubranek to bajka:-)
Pozdrawiam ciepło!
Wycieczka dzieńdzieckowa...
Dzieci uwielbiają zmieniać otoczenie...gdzieś jechać, iść, cokolwiek byle nowe wrażenia chwytać...
Każdy wyjazd uczy i bawi:-)
Warto zabierać dzieci i lepiej to robić niż kupować kolejne zabawki...w pamięci dziecka zawsze pozostaną nowe obrazy, doświadczenia, uśmiechnięci ludzie, kolejne lody kapiące po rękach, nowo poznane kwiaty, zapachy... to bezcenne- jak mówi pewna reklama:-)
Pogoda zachęca, choć nadmierne upały mogą zaszkodzić małym łebkom i toczącym się kobietom :-)
Dziś zapowiadało się burzowo...i było, na szczęście dopiero po powrocie z wycieczki- polało intensywnie.
Całkiem niedaleko są miejsca piękne i warte odwiedzin... ogromne drzewa, piękna architektura i duuużo zacienionych ścieżek do jazdy na rowerkach biegowych.
Dzieciaki zapakowane, rowerki wzięte- no to w drogę!
Pyszne lody na początek, mycie rączek wodą pompowaną ze studni w rynku.
W końcu pora na jeździki!
Rowerki biegowe to super sprawa..moje dzieci je uwielbiają i robią dość duże wrażenie na przechodniach...no bo jak można jeździć bez pedałów?? :-)) A jednak można jeśli jest się za małym na dwa kółka z pedałami...a z takiego jeździka przesiądą się na zwykły rowerek i to bez bocznych kółek...
Po drodze mijaliśmy rabatę piwonii- cudne- kolejny zapach, który uwielbiam...
Krzewy jaśminu rozsiewały słodki zapach...mmm, jedna gałązeczka znalazła miejsce u Córci przy kapelusiku.
No i było też boso-chodzenie bo ponoć "cała Polska chodzi boso":-)
A tu naturalne i najprawdziwsze "moro"- co to takiego?
Było super jak zwykle na wycieczce..i nóżki nie bolały..no może mnie troszkę ;-)
Wiecie gdzie byliśmy na wycieczce?
Każdy wyjazd uczy i bawi:-)
Warto zabierać dzieci i lepiej to robić niż kupować kolejne zabawki...w pamięci dziecka zawsze pozostaną nowe obrazy, doświadczenia, uśmiechnięci ludzie, kolejne lody kapiące po rękach, nowo poznane kwiaty, zapachy... to bezcenne- jak mówi pewna reklama:-)
Pogoda zachęca, choć nadmierne upały mogą zaszkodzić małym łebkom i toczącym się kobietom :-)
Dziś zapowiadało się burzowo...i było, na szczęście dopiero po powrocie z wycieczki- polało intensywnie.
Całkiem niedaleko są miejsca piękne i warte odwiedzin... ogromne drzewa, piękna architektura i duuużo zacienionych ścieżek do jazdy na rowerkach biegowych.
Dzieciaki zapakowane, rowerki wzięte- no to w drogę!
Pyszne lody na początek, mycie rączek wodą pompowaną ze studni w rynku.
W końcu pora na jeździki!
Rowerki biegowe to super sprawa..moje dzieci je uwielbiają i robią dość duże wrażenie na przechodniach...no bo jak można jeździć bez pedałów?? :-)) A jednak można jeśli jest się za małym na dwa kółka z pedałami...a z takiego jeździka przesiądą się na zwykły rowerek i to bez bocznych kółek...
Po drodze mijaliśmy rabatę piwonii- cudne- kolejny zapach, który uwielbiam...
Krzewy jaśminu rozsiewały słodki zapach...mmm, jedna gałązeczka znalazła miejsce u Córci przy kapelusiku.
No i było też boso-chodzenie bo ponoć "cała Polska chodzi boso":-)
A tu naturalne i najprawdziwsze "moro"- co to takiego?
Było super jak zwykle na wycieczce..i nóżki nie bolały..no może mnie troszkę ;-)
Wiecie gdzie byliśmy na wycieczce?
1 czerwca 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Witajcie! Wyskrapowałam notesik ...a właściwie ZAPIŚNIK:-) Papierki całkiem świeżutkie , a notesik w efekcie zamierzonym jest PODNISZC...
-
Tak bym chciała mieć więcej czasu na blogowanie... Tymczasem mam do Was Dziewczyny prośbę! Ogromną zresztą :-) Otóż moja pociecha wysłał...





































