Witajcie...
czas mi się kurczy... ale zawsze znajdę go choć troszkę by zajrzeć do Was:-) nie zawsze mogę skomentować bo akurat Maleńki domaga się wyżerki albo przepierki :-)
Podziwiam jak zwykle Wasze piękne poczynania twórcze :-)
U mnie proza życia... na szczęście słonko świeci i doświetla, jest radośnie!
Dziś wrzucę tylko szybciutko przepis na zsiadłe mleczko i racuszki.
Od dłuższego czasu mamy dostęp do świeżutkiego, pysznego mleczka prosto od krówki :-)
Mój syn wychwala je jako wyjątkowy koneser mlecznych smaków.
Postanowiłam nastawić świeże mleczko na "zsiadłe" czyli kwaśne...
Mleko wytworzy skrzep jeżeli odstawimy je w ciepłym miejscu dodając do pół litra mleka 1 łyżkę kwaśnej śmietany. Oczywiście skrzep powstanie tylko z mleka niepasteryzowanego i nie sterylizowanego. Żadne UHaTe mleka z kartonów się do tego nie nadają...
U mnie po jednym dniu mleczko stało się galaretowate i przyjemnie pachnące jak kefirek :-)
To bardzo zdrowa i łatwo przyswajalna forma mleka, z żywymi kulturami bakterii mlekowych- polecam- dobra na żołądek. Z powodzeniem takie mleczko może zastąpić kupowane w sklepie jogurty i kefirki...
Można też z dodatkiem mleka zsiadłego zrobić pyszne racuszki :-)
Racuszki na mleku zsiadłym
1/2 l mleka zsiadłego
3 jajka
1/2 szkl. cukru
szczypta soli
1 łyżeczka sody
3 szkl. mąki
Żółtka utrzeć z cukrem, solą, sodą na puszystą masę. Dodać mleko i miksować, następnie przesiać mąkę stopniowo i miksować. Białka ubić na sztywno i dodać do masy, delikatnie wmieszać. Do masy dodać jabłka pokrojone w cząstki lub banany w plasterkach.
Smażyć na oliwie na złocisty kolor. Chłoną bardzo mało tłuszczu... :-)
Smacznego!!
Pozdrawiam Was ciepło, witam nowych obserwatorów- zaglądajcie do mnie- cieszy mnie to i dopinguje do znalezienia choć chwilki dla Was :-)
Do miłego!!
Sabik
12 września 2011
8 września 2011
Zapraszam na biało-błękitne CANDY i codzienne dywagacje jesienne
Witajcie!
Powtarzalność czynności mnie dopadła...też tak macie?
Ula w Anielskim Zakątku pisze o codzienności... no tak chyba jednak wrzesień skłania do takich przemyśleń... lato tak szybko minęło.. mnie głównie na oczekiwaniu :-)
Teraz gdy już jesteśmy w komplecie trudno jakoś się znaleźć w nowej bądź co bądź sytuacji...
W zasadzie to już doświadczona ze mnie mama, a jednak... jak mówi reklama :-)
Powtarzalne czynności dotyczą głównie Maleńkiego ;-) choć nawet przy trzecim bobasie uczę się czegoś nowego więc nie jest tak źle.
Sprawa ostatnio dotyczyła pępka...miał odpaść a nie odpadał..dwa poprzednie pępki bez problemu znikały, a ten zaczął się jakoś ślimaczyć...
Pielęgniarka i pediatra uświadomiły mnie jak postępować..okazuje się, że stara szkoła codziennego kąpania maluszka pomagała w pozbywaniu się tej resztki cielesnej więzi z mamą :-) No cóż kąpanie kilka razy w tygodniu ale za to kilkanaście razy na dzień płukanie maleńkiej pupci "w kranie" jak mówią moje starsze pociechy. Chusteczki nawilżane stosuję sporadycznie... No cóż nawet w temacie kąpania noworodka są różne szkoły...
Moja Połowa zazwyczaj mawia, że "mądrzy ludzie żyli w brudzie"...a nie którzy dodają "w kupie raźniej" :-)))
W temacie dzidziusiowym można by wiele dywagować :-)
Poza tym to marzy mi się złota piękna i ciepła jesień...ze złoto-rudymi barwami wokół, wrzosami... no i te dłuuuugie wieczory ;-)
Patrzę i podziwiam Wasze jesienne wianki, kolorowe przetwory i zapachy lata zamknięte w słojach i wekach...
Nie ma jednak co przywoływać jesieni.. jeszcze nasze latko nie dobiegło końca więc cieszmy się z ciągle długich dni..
OK, to teraz ta dam...
Mam dla Was CUKIERKI- zaczynamy latem a kończymy jesienią- a dokładnie 5 listopada w dzień moich urodzin- wyjątkowych dla mnie- bo po raz trzeci zostałam mamą, a poza tym w zeszłym roku urodzin nie obchodziłam z różnych osobistych względów...
ZAPRASZAM MOICH STAŁYCH, NOWYCH I PRZYSZŁYCH GOŚCI NA CANDY
Wiem jak lubicie biele, błękity i pastele... takie jest CANDY- BIAŁO- BŁĘKITNE... takie pastelowe apecjalnie dla Was! :-)
Długo myślałam...
Chcę podarować rozbielony komplecik do porannej herbatki lub kawki...
Ocieplacz na imbryczek lub czajniczek, dwustronna podkładeczka pod filiżankę i kilka kwiatków do ozdoby :-)
Mam nadzieję, że spodoba Wam się klimat mojego Candy- zapisujcie się, zostawiajcie komentarze, umieszczajcie wybrany banerek u siebie na blogach, stańcie się moimi częstymi gośćmi-
SERDECZNIE ZAPRASZAM :-)
Losowanie w moje urodzinki :-)
Pędzę by wyczarować znowu słodkości- będzie powtórka z ciastem budyniowym- ostatnio uzależniłam się od niego... ale chodzi też za mną i moim synkiem mus czekoladowy...
Pozdrawiam Was baardzo serdecznie, życzę ciepła w serduchach i dużo letniego słoneczka!!!
Sabik
Powtarzalność czynności mnie dopadła...też tak macie?
Ula w Anielskim Zakątku pisze o codzienności... no tak chyba jednak wrzesień skłania do takich przemyśleń... lato tak szybko minęło.. mnie głównie na oczekiwaniu :-)
Teraz gdy już jesteśmy w komplecie trudno jakoś się znaleźć w nowej bądź co bądź sytuacji...
W zasadzie to już doświadczona ze mnie mama, a jednak... jak mówi reklama :-)
Powtarzalne czynności dotyczą głównie Maleńkiego ;-) choć nawet przy trzecim bobasie uczę się czegoś nowego więc nie jest tak źle.
Sprawa ostatnio dotyczyła pępka...miał odpaść a nie odpadał..dwa poprzednie pępki bez problemu znikały, a ten zaczął się jakoś ślimaczyć...
Pielęgniarka i pediatra uświadomiły mnie jak postępować..okazuje się, że stara szkoła codziennego kąpania maluszka pomagała w pozbywaniu się tej resztki cielesnej więzi z mamą :-) No cóż kąpanie kilka razy w tygodniu ale za to kilkanaście razy na dzień płukanie maleńkiej pupci "w kranie" jak mówią moje starsze pociechy. Chusteczki nawilżane stosuję sporadycznie... No cóż nawet w temacie kąpania noworodka są różne szkoły...
Moja Połowa zazwyczaj mawia, że "mądrzy ludzie żyli w brudzie"...a nie którzy dodają "w kupie raźniej" :-)))
W temacie dzidziusiowym można by wiele dywagować :-)
Poza tym to marzy mi się złota piękna i ciepła jesień...ze złoto-rudymi barwami wokół, wrzosami... no i te dłuuuugie wieczory ;-)
Patrzę i podziwiam Wasze jesienne wianki, kolorowe przetwory i zapachy lata zamknięte w słojach i wekach...
Nie ma jednak co przywoływać jesieni.. jeszcze nasze latko nie dobiegło końca więc cieszmy się z ciągle długich dni..
OK, to teraz ta dam...
Mam dla Was CUKIERKI- zaczynamy latem a kończymy jesienią- a dokładnie 5 listopada w dzień moich urodzin- wyjątkowych dla mnie- bo po raz trzeci zostałam mamą, a poza tym w zeszłym roku urodzin nie obchodziłam z różnych osobistych względów...
ZAPRASZAM MOICH STAŁYCH, NOWYCH I PRZYSZŁYCH GOŚCI NA CANDY
Wiem jak lubicie biele, błękity i pastele... takie jest CANDY- BIAŁO- BŁĘKITNE... takie pastelowe apecjalnie dla Was! :-)
Długo myślałam...
Chcę podarować rozbielony komplecik do porannej herbatki lub kawki...
Ocieplacz na imbryczek lub czajniczek, dwustronna podkładeczka pod filiżankę i kilka kwiatków do ozdoby :-)
Mam nadzieję, że spodoba Wam się klimat mojego Candy- zapisujcie się, zostawiajcie komentarze, umieszczajcie wybrany banerek u siebie na blogach, stańcie się moimi częstymi gośćmi-
SERDECZNIE ZAPRASZAM :-)
Losowanie w moje urodzinki :-)
Pędzę by wyczarować znowu słodkości- będzie powtórka z ciastem budyniowym- ostatnio uzależniłam się od niego... ale chodzi też za mną i moim synkiem mus czekoladowy...
Pozdrawiam Was baardzo serdecznie, życzę ciepła w serduchach i dużo letniego słoneczka!!!
Sabik
4 września 2011
Wariacje na temat włoski czyli "panna cottamisu"
Znowu musi być słodko...
Jakoś sobie trzeba życie docukrzać... co prawda słodkie Maleństwo przy mnie 24 h... :-)
Dzisiaj, a właściwie wczoraj postanowiłam, że na niedzielny deser musi być panna cotta!
Skończyły mi się wiejskie jaja- ciasta nie będzie... ale śmietanka 30% się ostała:-)
Zwolennicy włoskich deserów dzielą się chyba na miłośników panna cotty i tiramisu :-))
Ja i moje łasuchy lubią oba desery- dzisiejsze wariacje w tym temacie zaowocowały delikatnym połączeniem smaków i stworzeniem całkiem nowego deseru- "panna cottamisu" :-))
Przepis podstawowy na panna cotte:
500 ml śmietanki 30% (u mnie 330 ml śmietanki i 170 ml mleka)
80 g cukru
2 łyżeczki żelatyny
3 łyżki wody
Śmietankę z cukrem podgrzewamy (nie gotujemy). Żelatynę mieszamy z gorącą wodą, tak by nie było grudek i dodajemy do ciepłej śmietanki, mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Zdejmujemy z ognia.
Lekko przestudzoną rozlewamy do miseczek i odstawiamy do lodówki na ok. 3h.
Stężałą galaretkę śmietankową wstawiamy na chwilkę do salaterki z gorącą wodą- lepiej ją wtedy wyłożyć miseczki na talerzyk.
Podajemy np z musem owocowym.
Moje dzisiejsze wariacje z panna cottą:
- kawowa panna cotta z białą czekoladą
do podgrzanej śmietanki dodałam 50g białej czekolady (zmniejszyłam ilość cukru) oraz kilka łyżeczek mocnej kawy instant rozpuszczonej w 1/2 szkl. wody
- panna cotta kokosowa z białącze koladą
do śmietanki dodałam 2 łyżki wiórek kokosowych. Podałam z musem z nektarynek...
Obie wersje śmietankowej galaretki udekorowałam biszkoptem nasączonym w kawie rozpuszczalnej- i to jest TO!
Absolutne połączenie dwóch włoskich deserów :-)
Polecam!!
A tu mój maluch pierwszy raz w chuście tzw pouchu :-)
Spał sobie w pozycji płodowej :-)
Na szycie czasu mało... pochwalić się mogę tylko zaległą szyciową zabawką dla Maleńkiego.
Recyklingową kostka do zabawy za kilka miesięcy..
Pocięta na kwadraty za duża spódnica dżinsowa oraz inne skrawki i powstała zabawka- wypełniona poliestrem.
Do środka wszyłam eko-grzechotkę ;-) opakowanie z kinderjajka wypełnione ryżem :-)
Pozdrawiam Was ciepło!!!
Jakoś sobie trzeba życie docukrzać... co prawda słodkie Maleństwo przy mnie 24 h... :-)
Dzisiaj, a właściwie wczoraj postanowiłam, że na niedzielny deser musi być panna cotta!
Skończyły mi się wiejskie jaja- ciasta nie będzie... ale śmietanka 30% się ostała:-)
Zwolennicy włoskich deserów dzielą się chyba na miłośników panna cotty i tiramisu :-))
Ja i moje łasuchy lubią oba desery- dzisiejsze wariacje w tym temacie zaowocowały delikatnym połączeniem smaków i stworzeniem całkiem nowego deseru- "panna cottamisu" :-))
Przepis podstawowy na panna cotte:
500 ml śmietanki 30% (u mnie 330 ml śmietanki i 170 ml mleka)
80 g cukru
2 łyżeczki żelatyny
3 łyżki wody
Śmietankę z cukrem podgrzewamy (nie gotujemy). Żelatynę mieszamy z gorącą wodą, tak by nie było grudek i dodajemy do ciepłej śmietanki, mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Zdejmujemy z ognia.
Lekko przestudzoną rozlewamy do miseczek i odstawiamy do lodówki na ok. 3h.
Stężałą galaretkę śmietankową wstawiamy na chwilkę do salaterki z gorącą wodą- lepiej ją wtedy wyłożyć miseczki na talerzyk.
Podajemy np z musem owocowym.
Moje dzisiejsze wariacje z panna cottą:
- kawowa panna cotta z białą czekoladą
do podgrzanej śmietanki dodałam 50g białej czekolady (zmniejszyłam ilość cukru) oraz kilka łyżeczek mocnej kawy instant rozpuszczonej w 1/2 szkl. wody
- panna cotta kokosowa z białącze koladą
do śmietanki dodałam 2 łyżki wiórek kokosowych. Podałam z musem z nektarynek...
Obie wersje śmietankowej galaretki udekorowałam biszkoptem nasączonym w kawie rozpuszczalnej- i to jest TO!
Absolutne połączenie dwóch włoskich deserów :-)
Polecam!!
A tu mój maluch pierwszy raz w chuście tzw pouchu :-)
Spał sobie w pozycji płodowej :-)
Na szycie czasu mało... pochwalić się mogę tylko zaległą szyciową zabawką dla Maleńkiego.
Recyklingową kostka do zabawy za kilka miesięcy..
Pocięta na kwadraty za duża spódnica dżinsowa oraz inne skrawki i powstała zabawka- wypełniona poliestrem.
Do środka wszyłam eko-grzechotkę ;-) opakowanie z kinderjajka wypełnione ryżem :-)
Pozdrawiam Was ciepło!!!
2 września 2011
Brzoskwiniowe co nieco czyli koniki na kiju i ciasto ...
Bardzo lubię konie..zawsze sprawiało mi przyjemność obserwowanie jak się pasą, oganiają ogonami...gładka i lśniąca sierść, piękne, zgrabne i pełne wdzięku...
Nawet te mniej szlachetnej krwi, niekoniecznie araby są piękne... teraz mam okazję patrzeć na nie, gdy sąsiad rano wypuszcza swoje stadko :-)
Co mają wspólnego konie i brzoskwninie...?
Ten sam miluśki meszek- tak nazwałam niegdyś końskie pyski... są takie milusie gdy się je głaszcze :-)
Kilka dni temu wpadłam na pomysł by sprawić moim pociechom koniki... koniki na kiju- znana wszystkim zabawka od lat..dzieci lubią pobiegać, a ich wyobraźnie jest nieograniczona... Moje pociechy biegały po domu okrakiem na miotle i rurze od odkurzacza :-))) Udawały, że to ich pojazdy, zasiadały razem i prowadziły rozbrajające dialogi :-)
Koniki na kiju (z recyklingu)
Skorzystałam z tego tutoriala bo spodobał mi się ogromnie recykling męskich wielkich skarpet :-)
Na parę koni potrzebne są:
- dwa kije (takie ze sklepu gospodarczego)
- para skarpet męskich
- 4 guziki
- szmatki
- tasiemki
- ozdoby, dzwonki
- wypełnienie poliestrowe (z poduszki ;-)
Skarpetę wypychamy poliestrem- mamy już koński łeb, szyjemy ze szmatek uszy, doszywamy oczy z guzików, z tasiemek robimy kantarek i gotowe!
No jeszcze łeb umieszczamy na kiju, na kija okrakiem i można krzyczeć: wio koniku! :-))
Pyski im wyszły bardzo sympatyczne i uśmiechnięte:-)
A dla starszych dzieci ;-) do posłuchania konik na biegunach na dobry humorek :-)
Zabawa przednia!
Wracając do brzoskwinek...
Polecam Wam tartę brzoskwiniową, z budyniem pod chrupiącą kokosować kruszonką.
Wczoraj zajrzałam do Asi z Kwestiasmaku.com.
Ujrzałam brzoskwinki zapiekane...i postanowiłam szybciutko upichcić ciacho z brzoskwiniami.
Ciasto kruche miałam zamrożone, owoce prędziutko obrane i pokrojone, jeszcze jedna gruszeczka się znalazła więc też ją wykorzystałam. Budyń w cieście bardzo lubię, znalazł się w tej improwizacji... A od Asi zaczerpnęłam kokosowy chrust.
Wyszło pyyyysznie!
Pozdrawiam brzoskwiniowo i milutko !! :-)
Nawet te mniej szlachetnej krwi, niekoniecznie araby są piękne... teraz mam okazję patrzeć na nie, gdy sąsiad rano wypuszcza swoje stadko :-)
Co mają wspólnego konie i brzoskwninie...?
Ten sam miluśki meszek- tak nazwałam niegdyś końskie pyski... są takie milusie gdy się je głaszcze :-)
Kilka dni temu wpadłam na pomysł by sprawić moim pociechom koniki... koniki na kiju- znana wszystkim zabawka od lat..dzieci lubią pobiegać, a ich wyobraźnie jest nieograniczona... Moje pociechy biegały po domu okrakiem na miotle i rurze od odkurzacza :-))) Udawały, że to ich pojazdy, zasiadały razem i prowadziły rozbrajające dialogi :-)
Koniki na kiju (z recyklingu)
Skorzystałam z tego tutoriala bo spodobał mi się ogromnie recykling męskich wielkich skarpet :-)
Na parę koni potrzebne są:
- dwa kije (takie ze sklepu gospodarczego)
- para skarpet męskich
- 4 guziki
- szmatki
- tasiemki
- ozdoby, dzwonki
- wypełnienie poliestrowe (z poduszki ;-)
Skarpetę wypychamy poliestrem- mamy już koński łeb, szyjemy ze szmatek uszy, doszywamy oczy z guzików, z tasiemek robimy kantarek i gotowe!
No jeszcze łeb umieszczamy na kiju, na kija okrakiem i można krzyczeć: wio koniku! :-))
Pyski im wyszły bardzo sympatyczne i uśmiechnięte:-)
A dla starszych dzieci ;-) do posłuchania konik na biegunach na dobry humorek :-)
Zabawa przednia!
Wracając do brzoskwinek...
Polecam Wam tartę brzoskwiniową, z budyniem pod chrupiącą kokosować kruszonką.
Wczoraj zajrzałam do Asi z Kwestiasmaku.com.
Ujrzałam brzoskwinki zapiekane...i postanowiłam szybciutko upichcić ciacho z brzoskwiniami.
Ciasto kruche miałam zamrożone, owoce prędziutko obrane i pokrojone, jeszcze jedna gruszeczka się znalazła więc też ją wykorzystałam. Budyń w cieście bardzo lubię, znalazł się w tej improwizacji... A od Asi zaczerpnęłam kokosowy chrust.
Wyszło pyyyysznie!
Pozdrawiam brzoskwiniowo i milutko !! :-)
1 września 2011
Koniec wakacji...Eko-reklamówka i eko-śniadaniówka
Witajcie!
To już naprawdę zakończenie sezonu wakacyjnego? Pierwsze dzwonki w szkołach...ech mój starszy malec za rok usłyszy swój pierwszy szkolny dzwonek w życiu? Mógłby mieć jeszcze rok zerówki... no cóż, jakoś sobie tego nie wyobrażam, ale chyba nie będzie wyjścia... Jak patrzę na jego beztroskę, spontaniczne zabawy- jest mądry i operuje bardzo dużym zasobem słów ale czy przez rok zauważę, że jest gotów usiąść w szkolnej ławce...?
Czas pokaże- na razie przedszkolny obowiązek trzeba wypełnić... Dopiero był taki jak Maleńki a tu już ostatni rok przedszkolaka...ech, rosną nam te dzieci :-)
Posmęciłam troszkę, a przecież każdy wiek ma swoje prawa i uroki, trzeba zawsze cieszyć się chwilą- carpe diem jak mawiali starożytni Indianie ;-))
Tymczasem nawet na zakupy nie mogę się wybrać bo zwyczajnie nie ma jak... a zawsze z zakupów pozostaje dziesiątki plastikowych siatek, reklamówek, woreczków...
Niedawno ELa z Czary Mary z materiału umieściła tutka jak uszyć reklamówkę...
Skorzystałam jak najbardziej i z darowanego mi materiału- cieniutkiego ortalionu- uszyłam reklamówkę właśnie.
Zmodyfikowałam nieco projekt i dodałam kieszonkę z troczkiem tak by zminimalizować rozmiary siateczki i wrzucić do torebki.
Kieszonka wyszła tak na styk, następnym razem zrobię nieco większą.
Narodziny reklamówki :-)
Wielkość średnia- na jednorazowe zakupy w delikatesach lub wiejskim sklepie :-)
Nieco wcześniej zmontowałam mojej Połowie eko-torebkę na śniadanie tzw. lunch bag.
Obywa się bez plastikowych woreczków.
Projekt widziany na wielu blogach spodobał mi się- nawiązuje do zwykłej papierowej torebki z dawnych lat :-)
Torebka mieści dwie kanapki, owoce i miejsce na słodycz też się znajduje.
Warstwę wewnętrzną stanowi ceratka, tak by np. wyciekający pomidorek nie poplamił torebki ;-)
Zapięcie na całkiem męski guziczek :-)
Wiecie co, mam ochotę na Candy...tylko muszę pomyśleć nad cukierkami...
Chyba już niedługo Was zaproszę do zabawy...
Ostatnie cukierki poleciały do Hiszpanii do Mcdulki a kilka dni temu wysłałam Pocieszajkę do Zmierzchu Luny po bardzo wielu nieudanych próbach kontaktu mailowego.
Mcdulka była bardzo zadowolona a ja jeszcze bardziej, że cukiereczki zaleciały aż do Oviedo:-)Mam nadzieję, że zwyciężczyni będzie zadowolona :-)
Tymczasem znikam...obowiązki wzywają :-)
Pa!
To już naprawdę zakończenie sezonu wakacyjnego? Pierwsze dzwonki w szkołach...ech mój starszy malec za rok usłyszy swój pierwszy szkolny dzwonek w życiu? Mógłby mieć jeszcze rok zerówki... no cóż, jakoś sobie tego nie wyobrażam, ale chyba nie będzie wyjścia... Jak patrzę na jego beztroskę, spontaniczne zabawy- jest mądry i operuje bardzo dużym zasobem słów ale czy przez rok zauważę, że jest gotów usiąść w szkolnej ławce...?
Czas pokaże- na razie przedszkolny obowiązek trzeba wypełnić... Dopiero był taki jak Maleńki a tu już ostatni rok przedszkolaka...ech, rosną nam te dzieci :-)
Posmęciłam troszkę, a przecież każdy wiek ma swoje prawa i uroki, trzeba zawsze cieszyć się chwilą- carpe diem jak mawiali starożytni Indianie ;-))
Tymczasem nawet na zakupy nie mogę się wybrać bo zwyczajnie nie ma jak... a zawsze z zakupów pozostaje dziesiątki plastikowych siatek, reklamówek, woreczków...
Niedawno ELa z Czary Mary z materiału umieściła tutka jak uszyć reklamówkę...
Skorzystałam jak najbardziej i z darowanego mi materiału- cieniutkiego ortalionu- uszyłam reklamówkę właśnie.
Zmodyfikowałam nieco projekt i dodałam kieszonkę z troczkiem tak by zminimalizować rozmiary siateczki i wrzucić do torebki.
Kieszonka wyszła tak na styk, następnym razem zrobię nieco większą.
Narodziny reklamówki :-)
Wielkość średnia- na jednorazowe zakupy w delikatesach lub wiejskim sklepie :-)
Nieco wcześniej zmontowałam mojej Połowie eko-torebkę na śniadanie tzw. lunch bag.
Obywa się bez plastikowych woreczków.
Projekt widziany na wielu blogach spodobał mi się- nawiązuje do zwykłej papierowej torebki z dawnych lat :-)
Torebka mieści dwie kanapki, owoce i miejsce na słodycz też się znajduje.
Warstwę wewnętrzną stanowi ceratka, tak by np. wyciekający pomidorek nie poplamił torebki ;-)
Zapięcie na całkiem męski guziczek :-)
Wiecie co, mam ochotę na Candy...tylko muszę pomyśleć nad cukierkami...
Chyba już niedługo Was zaproszę do zabawy...
Ostatnie cukierki poleciały do Hiszpanii do Mcdulki a kilka dni temu wysłałam Pocieszajkę do Zmierzchu Luny po bardzo wielu nieudanych próbach kontaktu mailowego.
Mcdulka była bardzo zadowolona a ja jeszcze bardziej, że cukiereczki zaleciały aż do Oviedo:-)Mam nadzieję, że zwyciężczyni będzie zadowolona :-)
Tymczasem znikam...obowiązki wzywają :-)
Pa!
29 sierpnia 2011
Piankowe torciki
Znowu na słodko będzie :-)
Galaretki spowszedniały...trzeba coś wymyślać na deser bo dzieciaki za mało słodyczy w sobie mają...;-)
Zapowiedziałam piankę galaretkową..skrzywiły się...i poszły robić beton z błota przed domem...
Maleńki spał jak zaczarowany i upojony świeżym wiejskim powietrzem...
Organizacja czasu pod ścisłą kontrolą :-)
Ubijanie mleka skondensowanego, rozpuszczanie galaretek w małej ilości wody, szybkie ścinanie pianki w zamrażalniku, wyłożenie pianek na talerzyki i gotowe.
Dzieci zasiadły do deseru i usłyszałam nazwę wymyśloną na poczekaniu: torciki piankowe galaretkowe :-)
Piankowe torciki
- mleko skondensowane
- 4 galaretki różnosmakowe
Mleko skondensowane rozlać do 3 naczyń po 1/2 szklanki.
3 galaretki rozpuścić w 1/3 szkl. gorącej wody
4 galaretkę rozpuścić wg przepisu w 1/2 l wody
Ubijać kolejne porcje mleka skondensowanego dodając pod koniec dobrze wymieszaną galaretkę.
Rozlewać do miseczek warstwy ubitej pianki na przemian kolorami wg uznania na przemian z tężejącą galaretką. Po rozlaniu każdej warstwy włożyć miseczki do zamrażalnika-szybciej tężeje.
Ja dodatkowo przesypałam warstwy czekoladową i kolorową posypką cukrową.
Zazwyczaj ptasie mleczko robiłam w tortownicy i kroiłam, ale mini-torciki zrobiły na dzieciakach wrażenie:-)
Misiowy zestawik wózkowy dla Maleńkiego spisuje się wzorowo. Wyściółka do gondoli, podusia płaska, minikołderka i smyczka na cumelek.
Polarek w różyczki (w super gatunku) i materiał w misie wyszperałam w sh...
Powstał komplecik... Kołderka milutka i cieplutka- zrobiłam jej aplikację z uszatym misiem i do misiowego uszka podpinam smyczkę na smoczek:-)
Pogoda dopisuje i mam nadzieję na wiele spacerków aż do złotej jesieni i ponoć zapowiadanej mroźnej zimy...:-)
Pozdrawiam ciepło!!!
Galaretki spowszedniały...trzeba coś wymyślać na deser bo dzieciaki za mało słodyczy w sobie mają...;-)
Zapowiedziałam piankę galaretkową..skrzywiły się...i poszły robić beton z błota przed domem...
Maleńki spał jak zaczarowany i upojony świeżym wiejskim powietrzem...
Organizacja czasu pod ścisłą kontrolą :-)
Ubijanie mleka skondensowanego, rozpuszczanie galaretek w małej ilości wody, szybkie ścinanie pianki w zamrażalniku, wyłożenie pianek na talerzyki i gotowe.
Dzieci zasiadły do deseru i usłyszałam nazwę wymyśloną na poczekaniu: torciki piankowe galaretkowe :-)
Piankowe torciki
- mleko skondensowane
- 4 galaretki różnosmakowe
Mleko skondensowane rozlać do 3 naczyń po 1/2 szklanki.
3 galaretki rozpuścić w 1/3 szkl. gorącej wody
4 galaretkę rozpuścić wg przepisu w 1/2 l wody
Ubijać kolejne porcje mleka skondensowanego dodając pod koniec dobrze wymieszaną galaretkę.
Rozlewać do miseczek warstwy ubitej pianki na przemian kolorami wg uznania na przemian z tężejącą galaretką. Po rozlaniu każdej warstwy włożyć miseczki do zamrażalnika-szybciej tężeje.
Ja dodatkowo przesypałam warstwy czekoladową i kolorową posypką cukrową.
Zazwyczaj ptasie mleczko robiłam w tortownicy i kroiłam, ale mini-torciki zrobiły na dzieciakach wrażenie:-)
Misiowy zestawik wózkowy dla Maleńkiego spisuje się wzorowo. Wyściółka do gondoli, podusia płaska, minikołderka i smyczka na cumelek.
Polarek w różyczki (w super gatunku) i materiał w misie wyszperałam w sh...
Powstał komplecik... Kołderka milutka i cieplutka- zrobiłam jej aplikację z uszatym misiem i do misiowego uszka podpinam smyczkę na smoczek:-)
Pogoda dopisuje i mam nadzieję na wiele spacerków aż do złotej jesieni i ponoć zapowiadanej mroźnej zimy...:-)
Pozdrawiam ciepło!!!
28 sierpnia 2011
Rogaliki kruche
Będąc w temacie rogalików...głównie tego jednego- do karmienia Maleńkiego ;-))
Dziś upiekłam moim łasuchom kruche rogaliki z przepisu Pauli z Just My Delicious
Kruche rogaliki z nadzieniem
Składniki na ok 48 rogalików (by Paula "JustMyDelicious":
2,5 szkl mąki pszennej
200g serka homogenizowanego waniliowego
1 kostka masła
1 op cukru wanilinowego
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
ulubiona marmolada
1 jajko
Wszystkie składniki połącz ze sobą na jednolitą gładką masę. Gotowe ciasto podziel na kilka większych części. Każdą z nich rozwałkuj na kształt koła. Przetnij je na trójkąty. Na środek każdego trójkąta nałóż odrobinę marmolady, a następnie uformuj rogalik. Wierzch każdego rogalika posmaruj roztrzepanym jajkiem. Piecz w 180C do czasu, aż lekko się zarumienią, czyli jakieś 10 - 15 minut.
Przepis zmodyfikowałam o dodatek jednego jajka i zamiast serka waniliowego dodałam serek z kawałkami pomarańczy oraz aromat pomarańczowy.
Moje nadzienie stanowiły:
- krem czekoladowy
- budyń
- konfitura wiśniowa
- jabłka
Ciasto bardzo ładnie się wyrobione, nie kleiło się zbytnio...tu muszę znowu pochwalić mojego nowego pomocnika Brauna MUM- naprawdę dobry zakup.
Rogaliki pozawijane:
troszkę czekolady i wisienka z konfitur:
jeszcze tylko malowanie... w roli malarza moja córcia:
I można się zajadać!
Wyszły super, będę wracać do tego przepisu...
Pozdrawiam cieplutko!!
Dziś upiekłam moim łasuchom kruche rogaliki z przepisu Pauli z Just My Delicious
Kruche rogaliki z nadzieniem
Składniki na ok 48 rogalików (by Paula "JustMyDelicious":
2,5 szkl mąki pszennej
200g serka homogenizowanego waniliowego
1 kostka masła
1 op cukru wanilinowego
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
ulubiona marmolada
1 jajko
Wszystkie składniki połącz ze sobą na jednolitą gładką masę. Gotowe ciasto podziel na kilka większych części. Każdą z nich rozwałkuj na kształt koła. Przetnij je na trójkąty. Na środek każdego trójkąta nałóż odrobinę marmolady, a następnie uformuj rogalik. Wierzch każdego rogalika posmaruj roztrzepanym jajkiem. Piecz w 180C do czasu, aż lekko się zarumienią, czyli jakieś 10 - 15 minut.
Przepis zmodyfikowałam o dodatek jednego jajka i zamiast serka waniliowego dodałam serek z kawałkami pomarańczy oraz aromat pomarańczowy.
Moje nadzienie stanowiły:
- krem czekoladowy
- budyń
- konfitura wiśniowa
- jabłka
Ciasto bardzo ładnie się wyrobione, nie kleiło się zbytnio...tu muszę znowu pochwalić mojego nowego pomocnika Brauna MUM- naprawdę dobry zakup.
Rogaliki pozawijane:
troszkę czekolady i wisienka z konfitur:
jeszcze tylko malowanie... w roli malarza moja córcia:
I można się zajadać!
Wyszły super, będę wracać do tego przepisu...
Pozdrawiam cieplutko!!
26 sierpnia 2011
Rogalik i hauskyjza...
Jestem, całkiem nieźle się mam, maluszek niedokuczliwy, je, śpi i... tralala:-)
Przy trzecim bobasie moja mamusina wiedza się powiększyła o wiele nowości...
Podpatrywałam co nieco na mamusinych blogach i portalach.
Dowiedziałam się m.in. o:
- pieluszkach wielorazowych
- eko-kosmetykach
- poduszkach do spania
- poduszkach rogalikach do karmienia
- nowych nosidłach i chustach
Uszyłam poduszkę rogalik, mającą służyć ułatwionemu karmieniu maluszka.
Rogalik jest super! Sprawdza się idealnie, maluszka karmi się bosko z racji odciążenia rąk.
Podusię kładziemy na kolankach a na nim maluszka oczywiście asekurując go.
Widziałam jeszcze wersje z dodatkową podusią, z troczkami do zawiązania za pasem, z rzepami, wypełnione kulkami styropianowymi.
Mojej uszyłam wypełnienie z poliestrem i poszeweczkę z rozcięciem z tyłu.
Ogólnie- super udogodnienie!
Dzisiaj zmontowałam z moją drogą znajomą pochodzącą ze Śląska typowo śląski smakołyk serowy z kminkiem- "hauskyjza".
Robi się go z białego sera, który "dostaje nóg"... :-)) Tak mówi moja Połowa na produkty, które już same chcą wyjść, gdy zdarza mi się zapomnieć o czymś w lodówce :-) Ostatnio były to np. kabanosy i żółty ser... także idealna to ja nie jestem, przyznaję :-))
A propos czy Wy też macie swoje słabsze strony tego typu?? Bo mam nadzieję,że nie tylko ja tak mam:-)
Wracając do tematu...
Ser biały musi zgliwieć by zrobić z niego hauskyjza.
Zgliwiały ma już specyficzny zapaszek i zgliwiałą warstwę no wygląda na zepsuty.
Najlepiej gdy jest to wiejski ser a nie ze sklepu..
Ser na patelnię (ok.20 dag), na małą ilość masełka i smażymy, dodajemy jedno jajko, garść kminku. Mieszamy i smażymy aż masa zacznie gęstnieć.
Wiem, że dodaje się też łyżeczkę sody i czasami mleko. Wszystko zależy jaką konsystencję chcemy uzyskać.
Nasz wyszedł pastowaty i przepyszny w smaku.
Dobrze smakuje na chlebku razowym :-)
Polecam!!
Pozdrawiam Was Dziewczyny baaardzo gorąco!!
Ogromnie dziękuję za tyle ciepłych słów, aż w piórka urosłam że taka to jestem dzielna i w ogóle...:-) Jestem zmęczona nie powiem..ale uleżeć to ja nie umiem- po prostu:-)
Pa!
Przy trzecim bobasie moja mamusina wiedza się powiększyła o wiele nowości...
Podpatrywałam co nieco na mamusinych blogach i portalach.
Dowiedziałam się m.in. o:
- pieluszkach wielorazowych
- eko-kosmetykach
- poduszkach do spania
- poduszkach rogalikach do karmienia
- nowych nosidłach i chustach
Uszyłam poduszkę rogalik, mającą służyć ułatwionemu karmieniu maluszka.
Rogalik jest super! Sprawdza się idealnie, maluszka karmi się bosko z racji odciążenia rąk.
Podusię kładziemy na kolankach a na nim maluszka oczywiście asekurując go.
Widziałam jeszcze wersje z dodatkową podusią, z troczkami do zawiązania za pasem, z rzepami, wypełnione kulkami styropianowymi.
Mojej uszyłam wypełnienie z poliestrem i poszeweczkę z rozcięciem z tyłu.
Ogólnie- super udogodnienie!
Dzisiaj zmontowałam z moją drogą znajomą pochodzącą ze Śląska typowo śląski smakołyk serowy z kminkiem- "hauskyjza".
Robi się go z białego sera, który "dostaje nóg"... :-)) Tak mówi moja Połowa na produkty, które już same chcą wyjść, gdy zdarza mi się zapomnieć o czymś w lodówce :-) Ostatnio były to np. kabanosy i żółty ser... także idealna to ja nie jestem, przyznaję :-))
A propos czy Wy też macie swoje słabsze strony tego typu?? Bo mam nadzieję,że nie tylko ja tak mam:-)
Wracając do tematu...
Ser biały musi zgliwieć by zrobić z niego hauskyjza.
Zgliwiały ma już specyficzny zapaszek i zgliwiałą warstwę no wygląda na zepsuty.
Najlepiej gdy jest to wiejski ser a nie ze sklepu..
Ser na patelnię (ok.20 dag), na małą ilość masełka i smażymy, dodajemy jedno jajko, garść kminku. Mieszamy i smażymy aż masa zacznie gęstnieć.
Wiem, że dodaje się też łyżeczkę sody i czasami mleko. Wszystko zależy jaką konsystencję chcemy uzyskać.
Nasz wyszedł pastowaty i przepyszny w smaku.
Dobrze smakuje na chlebku razowym :-)
Polecam!!
Pozdrawiam Was Dziewczyny baaardzo gorąco!!
Ogromnie dziękuję za tyle ciepłych słów, aż w piórka urosłam że taka to jestem dzielna i w ogóle...:-) Jestem zmęczona nie powiem..ale uleżeć to ja nie umiem- po prostu:-)
Pa!
24 sierpnia 2011
Przyjechałem, zobaczyli, pokochali...
Jest już z nami Piękny Maleńki!
Przyszedł na świat 20 sierpnia- w gorący letni dzień. Uśmiechnął się i dołączył do swojego radosnego rodzeństwa, które pokochało Go od pierwszej chwili :-)
Teraz już jest z nas całkiem spora rodzinka- no i chłopaki mają przewagę ;-) Ale bez nas dziewczyn nie byłoby im tak fajnie:-)
Ciut zmęczona mama na drugi dzień upiekła kruche ciacho z budyniem i jabłkami.
To przepis od sąsiadki- a ciasto jet wyśmienite!
Kruche ciasto
1/2 kg mąki
3 żółtka
3 łyżki śmietany
1 szkl cukru
200 g masła lub margaryny
2 łyżeczki proszku d. p.
szczypta soli
aromat
4 jabłka pokrojone w ósemki
3 budynie waniliowe ugotowane w 1 l mleka ze szklanką cukru
Składniki ciasta kruchego wyrobić na jednolitą masę i schłodzić w zamrażarce przez 1/2 godz.
Na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia zetrzeć na tarce o grubych oczkach połowę kruchego ciasta. Ułożyć pokrojone jabłka, wylać na nie ciepły budyń i zetrzeć resztę kruchego ciasta na wierzch.
Piec ok 40 min. w piekarniku nagrzanym do 200 stopni C.
Schłodzić i posypać cukrem pudrem.
Pyszne, polecam:-)
A teraz jeszcze szybciutko pokażę dodatki do uszytej niedawno torebeczki kwitnącej.
W ostatniej chwili doszyłam do torebeczki dodatki w postaci:
puszystego kwiatka przywieszki i woreczka sakieweczki.
Torebka i dodatki bardzo się spodobały... co mnie oczywiście bardzo cieszy:-)
Pozdrawiam ciepło!!!
Przyszedł na świat 20 sierpnia- w gorący letni dzień. Uśmiechnął się i dołączył do swojego radosnego rodzeństwa, które pokochało Go od pierwszej chwili :-)
Teraz już jest z nas całkiem spora rodzinka- no i chłopaki mają przewagę ;-) Ale bez nas dziewczyn nie byłoby im tak fajnie:-)
Ciut zmęczona mama na drugi dzień upiekła kruche ciacho z budyniem i jabłkami.
To przepis od sąsiadki- a ciasto jet wyśmienite!
Kruche ciasto
1/2 kg mąki
3 żółtka
3 łyżki śmietany
1 szkl cukru
200 g masła lub margaryny
2 łyżeczki proszku d. p.
szczypta soli
aromat
4 jabłka pokrojone w ósemki
3 budynie waniliowe ugotowane w 1 l mleka ze szklanką cukru
Składniki ciasta kruchego wyrobić na jednolitą masę i schłodzić w zamrażarce przez 1/2 godz.
Na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia zetrzeć na tarce o grubych oczkach połowę kruchego ciasta. Ułożyć pokrojone jabłka, wylać na nie ciepły budyń i zetrzeć resztę kruchego ciasta na wierzch.
Piec ok 40 min. w piekarniku nagrzanym do 200 stopni C.
Schłodzić i posypać cukrem pudrem.
Pyszne, polecam:-)
A teraz jeszcze szybciutko pokażę dodatki do uszytej niedawno torebeczki kwitnącej.
W ostatniej chwili doszyłam do torebeczki dodatki w postaci:
puszystego kwiatka przywieszki i woreczka sakieweczki.
Torebka i dodatki bardzo się spodobały... co mnie oczywiście bardzo cieszy:-)
Pozdrawiam ciepło!!!
19 sierpnia 2011
Kwitnąca torebka i sówki dwie...
Znowu miałam dziś wenę i powstała torebka. Właściwie jest to torebeczka.
Też tak macie, że jak tworzycie "coś" na prezent to wkładacie w "to" więcej serca niż zwykle..?
Ja tak mam i ta torebeczka podoba mi się niezmiernie. Powstała z myślą o pewnej dziewczynce i ma to być dla Niej prezent:-) Nie wiem czy się spodoba- nie znam dobrze jej gustu... mam nadzieję, że tak.
Jeszcze lato trwa a torebka kwitnie kolorkami...
Żółty len na zewnątrz, a w środku pasiasta bawełenka w różowych tonacjach z odrobinką żółci i błękitu...
Coś mnie naszło na dziewczęce kwiatki i małe wyszywanie, guziczki gdzieniegdzie... motyw z doniczką, która jest zarazem kieszonką...
Motylek w 3D ;-)) wygląda zabawnie, jakby przysiadł na torebce...
Wewnątrz jest dziewczęco, z dużą kieszenią i serduszkiem.
Karabińczyk na przywieszkę lub tel komórkowy np.
Torebeczka jest ocieplona i miękusieńka jak podusia.
Najlepszy jest pasek, wymyśliłam sobie miękki i okrągły jak "kiełbaska" :-))
Na ramieniu powinien się sprawdzić wygodnie...
Mam nadzieję, że nie przesłodziłam...:-)
A teraz coś co powstało tydzień temu:
sowa polarna a właściwie polarno-morska :-)
Na zamówienie Synka- ubóstwiacza błękitów i niebieskości.
Sowa do pary z pierwszą sową Hu Hu. Siedzą sobie teraz niedaleko i pohukują stereo ;-)
Wyszła troszkę mniejsza, ale tak samo milutka.
A na dobrą nockę posłuchajcie sobie...jeśli oczywiście lubicie jednych z moich ulubionych utworów G. Turanua:
Znów wędrujemy - z pierwszej płyty wykonawcy
oraz
piękna w słowa Piosenka dla ptaka
Pozdrawiam ciepło!!!
Też tak macie, że jak tworzycie "coś" na prezent to wkładacie w "to" więcej serca niż zwykle..?
Ja tak mam i ta torebeczka podoba mi się niezmiernie. Powstała z myślą o pewnej dziewczynce i ma to być dla Niej prezent:-) Nie wiem czy się spodoba- nie znam dobrze jej gustu... mam nadzieję, że tak.
Jeszcze lato trwa a torebka kwitnie kolorkami...
Żółty len na zewnątrz, a w środku pasiasta bawełenka w różowych tonacjach z odrobinką żółci i błękitu...
Coś mnie naszło na dziewczęce kwiatki i małe wyszywanie, guziczki gdzieniegdzie... motyw z doniczką, która jest zarazem kieszonką...
Motylek w 3D ;-)) wygląda zabawnie, jakby przysiadł na torebce...
Wewnątrz jest dziewczęco, z dużą kieszenią i serduszkiem.
Karabińczyk na przywieszkę lub tel komórkowy np.
Torebeczka jest ocieplona i miękusieńka jak podusia.
Najlepszy jest pasek, wymyśliłam sobie miękki i okrągły jak "kiełbaska" :-))
Na ramieniu powinien się sprawdzić wygodnie...
Mam nadzieję, że nie przesłodziłam...:-)
A teraz coś co powstało tydzień temu:
sowa polarna a właściwie polarno-morska :-)
Na zamówienie Synka- ubóstwiacza błękitów i niebieskości.
Sowa do pary z pierwszą sową Hu Hu. Siedzą sobie teraz niedaleko i pohukują stereo ;-)
Wyszła troszkę mniejsza, ale tak samo milutka.
A na dobrą nockę posłuchajcie sobie...jeśli oczywiście lubicie jednych z moich ulubionych utworów G. Turanua:
Znów wędrujemy - z pierwszej płyty wykonawcy
oraz
piękna w słowa Piosenka dla ptaka
Pozdrawiam ciepło!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Witajcie! Wyskrapowałam notesik ...a właściwie ZAPIŚNIK:-) Papierki całkiem świeżutkie , a notesik w efekcie zamierzonym jest PODNISZC...
-
Tak bym chciała mieć więcej czasu na blogowanie... Tymczasem mam do Was Dziewczyny prośbę! Ogromną zresztą :-) Otóż moja pociecha wysłał...


















































