12 września 2011

Zsiadłe mleko i racuszki

Witajcie...

czas mi się kurczy... ale zawsze znajdę go choć troszkę by zajrzeć do Was:-) nie zawsze mogę skomentować bo akurat Maleńki domaga się wyżerki albo przepierki :-)

Podziwiam jak zwykle Wasze piękne poczynania twórcze :-)

U mnie proza życia... na szczęście słonko świeci i doświetla, jest radośnie!

Dziś wrzucę tylko szybciutko przepis na zsiadłe mleczko i racuszki.

Od dłuższego czasu mamy dostęp do świeżutkiego, pysznego mleczka prosto od krówki :-)
Mój syn wychwala je jako wyjątkowy koneser mlecznych smaków.

Postanowiłam nastawić świeże mleczko na "zsiadłe" czyli kwaśne...

Mleko wytworzy skrzep jeżeli odstawimy je w ciepłym miejscu dodając do pół litra mleka 1 łyżkę kwaśnej śmietany. Oczywiście skrzep powstanie tylko z mleka niepasteryzowanego i nie sterylizowanego. Żadne UHaTe mleka z kartonów się do tego nie nadają...

U mnie po jednym dniu mleczko stało się galaretowate i przyjemnie pachnące jak kefirek :-)


To bardzo zdrowa i łatwo przyswajalna forma mleka, z żywymi kulturami bakterii mlekowych- polecam- dobra na żołądek. Z powodzeniem takie mleczko może zastąpić kupowane w sklepie jogurty i kefirki...

Można też z dodatkiem mleka zsiadłego zrobić pyszne racuszki :-)

Racuszki na mleku zsiadłym

1/2 l mleka zsiadłego
3 jajka
1/2 szkl. cukru
szczypta soli
1 łyżeczka sody
3 szkl. mąki


Żółtka utrzeć z cukrem, solą, sodą na puszystą masę. Dodać mleko i miksować, następnie przesiać mąkę stopniowo i miksować. Białka ubić na sztywno i dodać do masy, delikatnie wmieszać. Do masy dodać jabłka pokrojone w cząstki lub banany w plasterkach.

Smażyć na oliwie na złocisty kolor. Chłoną bardzo mało tłuszczu... :-)



Smacznego!!





Pozdrawiam Was ciepło, witam nowych obserwatorów- zaglądajcie do mnie- cieszy mnie to i dopinguje do znalezienia choć chwilki dla Was :-)

Do miłego!!

Sabik

8 września 2011

Zapraszam na biało-błękitne CANDY i codzienne dywagacje jesienne

Witajcie!

Powtarzalność czynności mnie dopadła...też tak macie?
Ula w Anielskim Zakątku pisze o codzienności... no tak chyba jednak wrzesień skłania do takich przemyśleń... lato tak szybko minęło.. mnie głównie na oczekiwaniu :-)

Teraz gdy już jesteśmy w komplecie trudno jakoś się znaleźć w nowej bądź co bądź sytuacji...
W zasadzie to już doświadczona ze mnie mama, a jednak... jak mówi reklama :-)

Powtarzalne czynności dotyczą głównie Maleńkiego ;-) choć nawet przy trzecim bobasie uczę się czegoś nowego więc nie jest tak źle.
Sprawa ostatnio dotyczyła pępka...miał odpaść a nie odpadał..dwa poprzednie pępki bez problemu znikały, a ten zaczął się jakoś ślimaczyć...
Pielęgniarka i pediatra uświadomiły mnie jak postępować..okazuje się, że stara szkoła codziennego kąpania maluszka pomagała w pozbywaniu się tej resztki cielesnej więzi z mamą :-) No cóż kąpanie kilka razy w tygodniu ale za to kilkanaście razy na dzień płukanie maleńkiej pupci "w kranie" jak mówią moje starsze pociechy. Chusteczki nawilżane stosuję sporadycznie... No cóż nawet w temacie kąpania noworodka są różne szkoły...
Moja Połowa zazwyczaj mawia, że "mądrzy ludzie żyli w brudzie"...a nie którzy dodają "w kupie raźniej" :-)))

W temacie dzidziusiowym można by wiele dywagować :-)

Poza tym to marzy mi się złota piękna i ciepła jesień...ze złoto-rudymi barwami wokół, wrzosami... no i te dłuuuugie wieczory ;-)
Patrzę i podziwiam Wasze jesienne wianki, kolorowe przetwory i zapachy lata zamknięte w słojach i wekach...

Nie ma jednak co przywoływać jesieni.. jeszcze nasze latko nie dobiegło końca więc cieszmy się z ciągle długich dni..

OK, to teraz ta dam...

Mam dla Was CUKIERKI- zaczynamy latem a kończymy jesienią- a dokładnie 5 listopada w dzień moich urodzin- wyjątkowych dla mnie- bo po raz trzeci zostałam mamą, a poza tym w zeszłym roku urodzin nie obchodziłam z różnych osobistych względów...


ZAPRASZAM MOICH STAŁYCH, NOWYCH I PRZYSZŁYCH GOŚCI NA CANDY

Wiem jak lubicie biele, błękity i pastele... takie jest CANDY- BIAŁO- BŁĘKITNE... takie pastelowe apecjalnie dla Was! :-)

Długo myślałam...


Chcę podarować rozbielony komplecik do porannej herbatki lub kawki...


Ocieplacz na imbryczek lub czajniczek, dwustronna podkładeczka pod filiżankę i kilka kwiatków do ozdoby :-)



Mam nadzieję, że spodoba Wam się klimat mojego Candy- zapisujcie się, zostawiajcie komentarze, umieszczajcie wybrany banerek u siebie na blogach, stańcie się moimi częstymi gośćmi-
SERDECZNIE ZAPRASZAM :-)

Losowanie w moje urodzinki :-)


Pędzę by wyczarować znowu słodkości- będzie powtórka z ciastem budyniowym- ostatnio uzależniłam się od niego... ale chodzi też za mną i moim synkiem mus czekoladowy...

Pozdrawiam Was baardzo serdecznie, życzę ciepła w serduchach i dużo letniego słoneczka!!!

Sabik

4 września 2011

Wariacje na temat włoski czyli "panna cottamisu"

Znowu musi być słodko...
Jakoś sobie trzeba życie docukrzać... co prawda słodkie Maleństwo przy mnie 24 h... :-)

Dzisiaj, a właściwie wczoraj postanowiłam, że na niedzielny deser musi być panna cotta!

Skończyły mi się wiejskie jaja- ciasta nie będzie... ale śmietanka 30% się ostała:-)


Zwolennicy włoskich deserów dzielą się chyba na miłośników panna cotty i tiramisu :-))

Ja i moje łasuchy lubią oba desery- dzisiejsze wariacje w tym temacie zaowocowały delikatnym połączeniem smaków i stworzeniem całkiem nowego deseru- "panna cottamisu" :-))


Przepis podstawowy na panna cotte:

500 ml śmietanki 30% (u mnie 330 ml śmietanki i 170 ml mleka)
80 g cukru
2 łyżeczki żelatyny
3 łyżki wody


Śmietankę z cukrem podgrzewamy (nie gotujemy). Żelatynę mieszamy z gorącą wodą, tak by nie było grudek i dodajemy do ciepłej śmietanki, mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Zdejmujemy z ognia.
Lekko przestudzoną rozlewamy do miseczek i odstawiamy do lodówki na ok. 3h.

Stężałą galaretkę śmietankową wstawiamy na chwilkę do salaterki z gorącą wodą- lepiej ją wtedy wyłożyć miseczki na talerzyk.

Podajemy np z musem owocowym.


Moje dzisiejsze wariacje z panna cottą:

- kawowa panna cotta z białą czekoladą

do podgrzanej śmietanki dodałam 50g białej czekolady (zmniejszyłam ilość cukru) oraz kilka łyżeczek mocnej kawy instant rozpuszczonej w 1/2 szkl. wody

- panna cotta kokosowa z białącze koladą


do śmietanki dodałam 2 łyżki wiórek kokosowych. Podałam z musem z nektarynek...


Obie wersje śmietankowej galaretki udekorowałam biszkoptem nasączonym w kawie rozpuszczalnej- i to jest TO!

Absolutne połączenie dwóch włoskich deserów :-)


Polecam!!


A tu mój maluch pierwszy raz w chuście tzw pouchu :-)



Spał sobie w pozycji płodowej :-)

Na szycie czasu mało... pochwalić się mogę tylko zaległą szyciową zabawką dla Maleńkiego.

Recyklingową kostka do zabawy za kilka miesięcy..
Pocięta na kwadraty za duża spódnica dżinsowa oraz inne skrawki i powstała zabawka- wypełniona poliestrem.
Do środka wszyłam eko-grzechotkę ;-) opakowanie z kinderjajka wypełnione ryżem :-)


Pozdrawiam Was ciepło!!!





2 września 2011

Brzoskwiniowe co nieco czyli koniki na kiju i ciasto ...

Bardzo lubię konie..zawsze sprawiało mi przyjemność obserwowanie jak się pasą, oganiają ogonami...gładka i lśniąca sierść, piękne, zgrabne i pełne wdzięku...

Nawet te mniej szlachetnej krwi, niekoniecznie araby są piękne... teraz mam okazję patrzeć na nie, gdy sąsiad rano wypuszcza swoje stadko :-)

Co mają wspólnego konie i brzoskwninie...?

Ten sam miluśki meszek- tak nazwałam niegdyś końskie pyski... są takie milusie gdy się je głaszcze :-)

Kilka dni temu wpadłam na pomysł by sprawić moim pociechom koniki... koniki na kiju- znana wszystkim zabawka od lat..dzieci lubią pobiegać, a ich wyobraźnie jest nieograniczona... Moje pociechy biegały po domu okrakiem na miotle i rurze od odkurzacza :-))) Udawały, że to ich pojazdy, zasiadały razem i prowadziły rozbrajające dialogi :-)

Koniki na kiju (z recyklingu)

Skorzystałam z tego tutoriala bo spodobał mi się ogromnie recykling męskich wielkich skarpet :-)


Na parę koni potrzebne są:

- dwa kije (takie ze sklepu gospodarczego)
- para skarpet męskich
- 4 guziki
- szmatki
- tasiemki
- ozdoby, dzwonki
- wypełnienie poliestrowe (z poduszki ;-)



Skarpetę wypychamy
poliestrem- mamy już koński łeb, szyjemy ze szmatek uszy, doszywamy oczy z guzików, z tasiemek robimy kantarek i gotowe!


No jeszcze łeb umieszczamy na kiju, na kija okrakiem i można krzyczeć: wio koniku! :-))


Pyski im wyszły bardzo sympatyczne i uśmiechnięte:-)


A dla starszych dzieci ;-) do posłuchania konik na biegunach na dobry humorek :-)

Zabawa przednia!

Wracając do brzoskwinek...


Polecam Wam tartę brzoskwiniową, z budyniem pod chrupiącą kokosować kruszonką.

Wczoraj zajrzałam do Asi z Kwestiasmaku.com.
Ujrzałam brzoskwinki zapiekane...i postanowiłam szybciutko upichcić ciacho z brzoskwiniami.


Ciasto kruche miałam zamrożone, owoce prędziutko obrane i pokrojone, jeszcze jedna gruszeczka się znalazła więc też ją wykorzystałam. Budyń w cieście bardzo lubię, znalazł się w tej improwizacji... A od Asi zaczerpnęłam kokosowy chrust.

Wyszło pyyyysznie!



Pozdrawiam brzoskwiniowo i milutko !! :-)






1 września 2011

Koniec wakacji...Eko-reklamówka i eko-śniadaniówka

Witajcie!
To już naprawdę zakończenie sezonu wakacyjnego? Pierwsze dzwonki w szkołach...ech mój starszy malec za rok usłyszy swój pierwszy szkolny dzwonek w życiu? Mógłby mieć jeszcze rok zerówki... no cóż, jakoś sobie tego nie wyobrażam, ale chyba nie będzie wyjścia... Jak patrzę na jego beztroskę, spontaniczne zabawy- jest mądry i operuje bardzo dużym zasobem słów ale czy przez rok zauważę, że jest gotów usiąść w szkolnej ławce...?
Czas pokaże- na razie przedszkolny obowiązek trzeba wypełnić... Dopiero był taki jak Maleńki a tu już ostatni rok przedszkolaka...ech, rosną nam te dzieci :-)

Posmęciłam troszkę, a przecież każdy wiek ma swoje prawa i uroki, trzeba zawsze cieszyć się chwilą- carpe diem jak mawiali starożytni Indianie ;-))

Tymczasem nawet na zakupy nie mogę się wybrać bo zwyczajnie nie ma jak... a zawsze z zakupów pozostaje dziesiątki plastikowych siatek, reklamówek, woreczków...

Niedawno ELa z Czary Mary z materiału umieściła tutka jak uszyć reklamówkę...
Skorzystałam jak najbardziej i z darowanego mi materiału- cieniutkiego ortalionu- uszyłam reklamówkę właśnie.

Zmodyfikowałam nieco projekt i dodałam kieszonkę z troczkiem tak by zminimalizować rozmiary siateczki i wrzucić do torebki.


Kieszonka wyszła tak na styk, następnym razem zrobię nieco większą.
Narodziny reklamówki :-)




Wielkość średnia- na jednorazowe zakupy w delikatesach lub wiejskim sklepie :-)



Nieco wcześniej zmontowałam mojej Połowie eko-torebkę na śniadanie tzw. lunch bag.
Obywa się bez plastikowych woreczków.
Projekt widziany na wielu blogach spodobał mi się- nawiązuje do zwykłej papierowej torebki z dawnych lat :-)

Torebka mieści dwie kanapki, owoce i miejsce na słodycz też się znajduje.


Warstwę wewnętrzną stanowi ceratka, tak by np. wyciekający pomidorek nie poplamił torebki ;-)


Zapięcie na całkiem męski guziczek :-)

Wiecie co, mam ochotę na Candy...tylko muszę pomyśleć nad cukierkami...
Chyba już niedługo Was zaproszę do zabawy...

Ostatnie cukierki poleciały do Hiszpanii do Mcdulki a kilka dni temu wysłałam Pocieszajkę do Zmierzchu Luny po bardzo wielu nieudanych próbach kontaktu mailowego.
Mcdulka była bardzo zadowolona a ja jeszcze bardziej, że cukiereczki zaleciały aż do Oviedo:-)Mam nadzieję, że zwyciężczyni będzie zadowolona :-)


Tymczasem znikam...obowiązki wzywają :-)

Pa!


29 sierpnia 2011

Piankowe torciki

Znowu na słodko będzie :-)

Galaretki spowszedniały...trzeba coś wymyślać na deser bo dzieciaki za mało słodyczy w sobie mają...;-)
Zapowiedziałam piankę galaretkową..skrzywiły się...i poszły robić beton z błota przed domem...

Maleńki spał jak zaczarowany i upojony świeżym wiejskim powietrzem...

Organizacja czasu pod ścisłą kontrolą :-)

Ubijanie mleka skondensowanego, rozpuszczanie galaretek w małej ilości wody, szybkie ścinanie pianki w zamrażalniku, wyłożenie pianek na talerzyki i gotowe.

Dzieci zasiadły do deseru i usłyszałam nazwę wymyśloną na poczekaniu: torciki piankowe galaretkowe :-)


Piankowe torciki

- mleko skondensowane
- 4 galaretki różnosmakowe

Mleko skondensowane rozlać do 3 naczyń po 1/2 szklanki.
3 galaretki rozpuścić w 1/3 szkl. gorącej wody
4 galaretkę rozpuścić wg przepisu w 1/2 l wody

Ubijać kolejne porcje mleka skondensowanego dodając pod koniec dobrze wymieszaną galaretkę.
Rozlewać do miseczek warstwy ubitej pianki na przemian kolorami wg uznania na przemian z tężejącą galaretką. Po rozlaniu każdej warstwy włożyć miseczki do zamrażalnika-szybciej tężeje.


Ja dodatkowo przesypałam warstwy czekoladową i kolorową posypką cukrową.



Zazwyczaj ptasie mleczko robiłam w tortownicy i kroiłam, ale mini-torciki zrobiły na dzieciakach wrażenie:-)



Misiowy zestawik wózkowy dla Maleńkiego spisuje się wzorowo. Wyściółka do gondoli, podusia płaska, minikołderka i smyczka na cumelek.


Polarek w różyczki (w super gatunku) i materiał w misie wyszperałam w sh...
Powstał komplecik... Kołderka milutka i cieplutka- zrobiłam jej aplikację z uszatym misiem i do misiowego uszka podpinam smyczkę na smoczek:-)

Pogoda dopisuje i mam nadzieję na wiele spacerków aż do złotej jesieni i ponoć zapowiadanej mroźnej zimy...:-)

Pozdrawiam ciepło!!!

28 sierpnia 2011

Rogaliki kruche

Będąc w temacie rogalików...głównie tego jednego- do karmienia Maleńkiego ;-))

Dziś upiekłam moim łasuchom kruche rogaliki z przepisu Pauli z Just My Delicious

Kruche rogaliki z nadzieniem

Składniki na ok 48 rogalików (by Paula "JustMyDelicious":


2,5 szkl mąki pszennej
200g serka homogenizowanego waniliowego
1 kostka masła
1 op cukru wanilinowego
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
ulubiona marmolada
1 jajko


Wszystkie składniki połącz ze sobą na jednolitą gładką masę. Gotowe ciasto podziel na kilka większych części. Każdą z nich rozwałkuj na kształt koła. Przetnij je na trójkąty. Na środek każdego trójkąta nałóż odrobinę marmolady, a następnie uformuj rogalik. Wierzch każdego rogalika posmaruj roztrzepanym jajkiem. Piecz w 180C do czasu, aż lekko się zarumienią, czyli jakieś 10 - 15 minut.

Przepis zmodyfikowałam o dodatek jednego jajka i zamiast serka waniliowego dodałam serek z kawałkami pomarańczy oraz aromat pomarańczowy.

Moje nadzienie stanowiły:
- krem czekoladowy
- budyń
- konfitura wiśniowa
- jabłka


Ciasto bardzo ładnie się wyrobione, nie kleiło się zbytnio...tu muszę znowu pochwalić mojego nowego pomocnika Brauna MUM- naprawdę dobry zakup.

Rogaliki pozawijane:


troszkę czekolady i wisienka z konfitur:




jeszcze tylko malowanie... w roli malarza moja córcia:


I można się zajadać!




Wyszły super, będę wracać do tego przepisu...

Pozdrawiam cieplutko!!

26 sierpnia 2011

Rogalik i hauskyjza...

Jestem, całkiem nieźle się mam, maluszek niedokuczliwy, je, śpi i... tralala:-)

Przy trzecim bobasie moja mamusina wiedza się powiększyła o wiele nowości...

Podpatrywałam co nieco na mamusinych blogach i portalach.

Dowiedziałam się m.in. o:

- pieluszkach wielorazowych
- eko-kosmetykach
- poduszkach do spania
- poduszkach rogalikach do karmienia
- nowych nosidłach i chustach



Uszyłam poduszkę rogalik, mającą służyć ułatwionemu karmieniu maluszka.


Rogalik jest super! Sprawdza się idealnie, maluszka karmi się bosko z racji odciążenia rąk.
Podusię kładziemy na kolankach a na nim maluszka oczywiście asekurując go.
Widziałam jeszcze wersje z dodatkową podusią, z troczkami do zawiązania za pasem, z rzepami, wypełnione kulkami styropianowymi.

Mojej uszyłam wypełnienie z poliestrem i poszeweczkę z rozcięciem z tyłu.


Ogólnie- super udogodnienie!


Dzisiaj zmontowałam z moją drogą znajomą pochodzącą ze Śląska typowo śląski smakołyk serowy z kminkiem- "hauskyjza".

Robi się go z białego sera, który "dostaje nóg"... :-)) Tak mówi moja Połowa na produkty, które już same chcą wyjść, gdy zdarza mi się zapomnieć o czymś w lodówce :-) Ostatnio były to np. kabanosy i żółty ser... także idealna to ja nie jestem, przyznaję :-))

A propos czy Wy też macie swoje słabsze strony tego typu?? Bo mam nadzieję,że nie tylko ja tak mam:-)

Wracając do tematu...

Ser biały musi zgliwieć by zrobić z niego hauskyjza.
Zgliwiały ma już specyficzny zapaszek i zgliwiałą warstwę no wygląda na zepsuty.
Najlepiej gdy jest to wiejski ser a nie ze sklepu..

Ser na patelnię (ok.20 dag), na małą ilość masełka i smażymy, dodajemy jedno jajko, garść kminku. Mieszamy i smażymy aż masa zacznie gęstnieć.
Wiem, że dodaje się też łyżeczkę sody i czasami mleko. Wszystko zależy jaką konsystencję chcemy uzyskać.



Nasz wyszedł pastowaty i przepyszny w smaku.
Dobrze smakuje na chlebku razowym :-)




Polecam!!

Pozdrawiam Was Dziewczyny baaardzo gorąco!!
Ogromnie dziękuję za tyle ciepłych słów, aż w piórka urosłam że taka to jestem dzielna i w ogóle...:-) Jestem zmęczona nie powiem..ale uleżeć to ja nie umiem- po prostu:-)

Pa!

24 sierpnia 2011

Przyjechałem, zobaczyli, pokochali...

Jest już z nami Piękny Maleńki!



Przyszedł na świat 20 sierpnia- w gorący letni dzień. Uśmiechnął się i dołączył do swojego radosnego rodzeństwa, które pokochało Go od pierwszej chwili :-)

Teraz już jest z nas całkiem spora rodzinka- no i chłopaki mają przewagę ;-) Ale bez nas dziewczyn nie byłoby im tak fajnie:-)

Ciut zmęczona mama na drugi dzień upiekła kruche ciacho z budyniem i jabłkami.
To przepis od sąsiadki- a ciasto jet wyśmienite!

Kruche ciasto
1/2 kg mąki
3 żółtka
3 łyżki śmietany
1 szkl cukru
200 g masła lub margaryny
2 łyżeczki proszku d. p.
szczypta soli
aromat

4 jabłka pokrojone w ósemki
3 budynie waniliowe ugotowane w 1 l mleka ze szklanką cukru

Składniki ciasta kruchego wyrobić na jednolitą masę i schłodzić w zamrażarce przez 1/2 godz.


Na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia zetrzeć na tarce o grubych oczkach połowę kruchego ciasta. Ułożyć pokrojone jabłka, wylać na nie ciepły budyń i zetrzeć resztę kruchego ciasta na wierzch.

Piec ok 40 min. w piekarniku nagrzanym do 200 stopni C.

Schłodzić i posypać cukrem pudrem.


Pyszne, polecam:-)


A teraz jeszcze szybciutko pokażę dodatki do uszytej niedawno torebeczki kwitnącej.

W ostatniej chwili doszyłam do torebeczki dodatki w postaci:
puszystego kwiatka przywieszki i woreczka sakieweczki.


Torebka i dodatki bardzo się spodobały... co mnie oczywiście bardzo cieszy:-)


Pozdrawiam ciepło!!!

19 sierpnia 2011

Kwitnąca torebka i sówki dwie...

Znowu miałam dziś wenę i powstała torebka. Właściwie jest to torebeczka.
Też tak macie, że jak tworzycie "coś" na prezent to wkładacie w "to" więcej serca niż zwykle..?

Ja tak mam i ta torebeczka podoba mi się niezmiernie. Powstała z myślą o pewnej dziewczynce i ma to być dla Niej prezent:-) Nie wiem czy się spodoba- nie znam dobrze jej gustu... mam nadzieję, że tak.

Jeszcze lato trwa a torebka kwitnie kolorkami...


Żółty len na zewnątrz, a w środku pasiasta bawełenka w różowych tonacjach z odrobinką żółci i błękitu...


Coś mnie naszło na dziewczęce kwiatki i małe wyszywanie, guziczki gdzieniegdzie... motyw z doniczką, która jest zarazem kieszonką...


Motylek w 3D ;-)) wygląda zabawnie, jakby przysiadł na torebce...


Wewnątrz jest dziewczęco, z dużą kieszenią i serduszkiem.
Karabińczyk na przywieszkę lub tel komórkowy np.


Torebeczka jest ocieplona i miękusieńka jak podusia.
Najlepszy jest pasek, wymyśliłam sobie miękki i okrągły jak "kiełbaska" :-))
Na ramieniu powinien się sprawdzić wygodnie...


Mam nadzieję, że nie przesłodziłam...:-)


A teraz coś co powstało tydzień temu:
sowa polarna a właściwie polarno-morska :-)
Na zamówienie Synka- ubóstwiacza błękitów i niebieskości.

Sowa do pary
z pierwszą sową Hu Hu. Siedzą sobie teraz niedaleko i pohukują stereo ;-)


Wyszła troszkę mniejsza, ale tak samo milutka.



A na dobrą nockę posłuchajcie sobie...jeśli oczywiście lubicie jednych z moich ulubionych utworów G. Turanua:

Znów wędrujemy - z pierwszej płyty wykonawcy

oraz

piękna w słowa Piosenka dla ptaka


Pozdrawiam ciepło!!!