21 września 2011

Skrzydełko czy nóżka- a może kawałek jabłuszka? Czyli kaczę pieczone...

Nad rzeczką...opodal krzaczka...


Moja kaczka faktycznie znad rzeczki przyleciała, choć do dzikich nie należała...ani raczej do dziwaczek...- ot zwykła wiejska kaczucha. Taka kaczka to rarytas- upiekłam więc ją w całości.

Następnym razem (kolejna czeka zahibernowana w zamrażalniku) będzie kaczka luzowana:-)

Na nockę kaczucha miała "maseczkę" solno-majerankowo-miodowo-musztardową... :-)

Kolejnego dnia- do solarium poszła, kwa kwa...:-)

Piekłam ją w rękawie foliowym- dobry rezultat- kaczka zrumieniona i soczysta.

Sztuka niecałe 2 kg piekła się 2 godz.


Pod koniec pieczenia dołożyłam na blachę jabłka wypełnione żurawiną.


Mięsko wyborne, zarówno w nóżce jak i skrzydełku...pysznie smakowało z winnym jabłuszkiem!



Z pieczonej piersi kaczej przygotowałam farsz do pierogów mięsnych :-)

Farsz:
mięso zmielić
1 cebulę zeszklić na masełku
1 jajko
bułka tarta
majeranek, sól, pieprz do smaku


Zagniatamy ciasto, lepimy i gotujemy w osolonym wrzątku z dodatkiem łyżeczki oliwy.



Ja podałam polane bułką tartą na masełku:



Smacznego...


Sabik

p.s. wielkie dzięki za Wasze komentarze:-) buziak!

19 września 2011

Rogaliki maślane z nutellą i kasztanowo-kwiatowy wianek na wyzwanie Szuflady

kiedyś było inaczej...czas chyba jakoś wolniej płynął...
poranne rytuały rozpoczynające dzień... pielęgnowane do późnej starości- a zapamiętane przez dziecięce oczy...
rano dziadek wychodził po codzienną gazetę i obowiązkowo po maślane bułeczki...


Upiekłam dziś maślane bułeczki z tego przepisu Liski. Może nie są idealnie takie jak te sprzed lat... a może przypomną smak z dzieciństwa- nie mnie- ale mojemu B... :-)

Moim pociechom zafundowałam z tego przepisu rogaliki maślane z nutellą i suszoną papają.


Tutaj przepis cyt. za Liską:

Maślane bułeczki z kruszonką

600 g mąki pszennej
20 g świeżych drożdży (lub 1 łyżeczka suszonych instant)
40 g cukru
50 g masła
1 jajko
240 ml mleka
1 łyżeczka esencji waniliowej

Kruszonka:
50 g miękkiego masła
50 g mąki
50 g drobnego cukru
2 łyżki płatków migdałów, pokruszonych

Do posmarowania: jajko roztrzepane z 1 łyżką wody

Zrobić zaczyn: wymieszać drożdże z odrobiną cukru i mleka, odstawić do rośnięcia na kilka minut.
Mleko lekko podgrzać, wymieszać z masłem, cukrem i solą. Kiedy lekko przestygnie, połączyć z jajkiem. Dodać mąkę wymieszaną z zaczynem.
Wyrobić gładkie ciasto. Pozostawić przykryte w temperaturze pokojowej na 1-1,5 h aż podwoi swoją objętość.

Z ciasta formować małe okrągłe bułeczki o średnicy ok. 3-4 cm, układać je w okrągłej formie wyłożonej papierem do pieczenia, zostawiając między nimi ok. 2 cm odstępy.


Przykryć wilgotną ściereczką, odstawić do wyrastania na 30-40 minut.

Zrobić kruszonkę: wszystkie składniki połączyć w miseczce do konsystencji grudek.
Wyrośnięte bułeczki posmarować jajkiem, posypać kruszonką.


Piekarnik nagrzać do 200 st C.
Wstawić bułeczki i piec 15-20 minut, do zrumienienia.




Zarówno bułeczki jak i rogaliki wyszły bardzo smaczne- delikatne i bardzo puszyste.
Smaczne z moim świeżym powidełkiem śliwkowym...

Rogaliki maślane z nutellą i suszoną papają:

Z ciasta na bułeczki formować placuszki w kształcie nieco zbliżonym do trójkąta.

Rozsmarować łyżeczkę nutelli na placku, posypać kawałkami papai, zwijać rogalik poczynając od szerszego brzegu.

Pozostawić do wyrośnięcia, następnie smarować rozmąconym żółtkiem.

Piec do zrumienienia tak jak bułeczki.


Rogaliki smakowite, mniamm...


To się działo dzisiaj...

Ale wczoraj...

była tak piękna niedziela, że nie sposób jej było przesiedzieć w domku...

dzieci zapakowane w foteliki, worki na kasztany przygotowane... no to do parku przypałacowego w Łańcucie- odjazd!



Kasztanów dwa worki przedszkolne przywiezione...:-)

Żyrafa, małpa George i strażnik zrobione:



A mama wypatrzyła wyzwanie Szuflady i zmontowała wianek kasztanowo-kwiatkowy :-)



Wianuszek malutki, a kwiatuszek taki sam jak w moich cukiereczkach do wylosowania...



Zanudziłam Was chyba nieźle.. :-)


Zaglądajcie do mnie:-)

Pozdrawiam cieplutko!!

Sabik

16 września 2011

Bardziej kobiecy kaszkiet na jesień... i słodkości na lato

Jeszcze mamy lato choć temperatury wieczorno nocne już bliskie klimatowi chłodziarki...
A jeszcze nie tak dawno wychodziłam poprzyglądać się pełni księżyca (uwielbiam...) w cienkiej koszuli a temperatura w domku była równa tej na polku...ech, ja nie chcę jeszcze jesiennych chłodów...

A propos księżyca- my mamy jedną Lunę... Jowisz ma kilkanaście księżyców...ale skojarzyło mi się z dzisiejszymi wiadomościami i epokowym odkryciem... 200 lat świetlnych od nas... gdzieś w przestrzeni kosmicznej wisi planeta, która ma 2 słońca... ponoć są mniejsze od naszego i nie dogrzewają wystarczająco owej planety... Jak to dobrze, że my mamy JEDNO ale za to jakie- cieszmy się więc jego promyczkami i śpiewajmy wesoło: słoneczko nasze rozchmurz buzię...:-)) Zalecam śpiewanie z dziećmi- bo inaczej ktoś uzna, że za bardzo nam dogrzało;-)

A wracając do nadchodzącej jesieni to znalazłam kiedyś na tzw szmatkach kaszkietówkę H&M'u...spodobała mi się i wzięłam dla syna- ale on jej nie chce...więc będzie moja...w sam raz na jesień:-)


Szybciutko zmontowałam skórzanego kwiatka i powstała bardziej kobieca wersja :-)

teraz podoba mi się bardziej:


Jesień zamawiam słoneczną i złotą- stąd duży daszek :-))


Wyrwałam się na warzywno-owocowe zakupy... po godzinie musiałam wracać prawie na sygnale... Maleńki zatęsknił i zapragnął jedzonka- mama goniła- na szczęście z siatami pełnymi zieleniny :-)

Śliweczki węgierki słodziutkie- jutro złożę powidełka z dodatkiem gruszek do słoiczków...

Z pozostałymi śliwkami oraz malinkami i tartymi jabłkami upiekłam drożdżóweczki z przepisu Komarki.


Przesadziłam z cukrem i wyszły dość słodkie ale pyyyyszne, polecam przepis!


Śliweczek nie nadużyłam, bo Maleńki mógłby cierpieć z powodu brzuszka...ale za to grzebyczki z jabłkami były moje :-)


Znowu dogodziłam moim łasuchom po włosku- podałam im tiramisu...z malinami



Klasyczne tiramisu


biszkopty "lady fingers"
500 g serka mascarpone
4 żółtka
250 ml śmietanki 30%
2/3 szkl. cukru pudru
1/2 szkl. słodkiego wina
ciemne kakao
1 szkl. mocnej kawy z ekspresu lub rozpuszczalnej


Krem: serek mascarpone dobrze utrzeć. W metalowej lub żaroodpornej misce ubić zółtka z cukrem na puch, ustawić nad garnkiem z gotującą się wodą, dolać wino i nadal ubijać na parze aż masa zgęstnieje (powstaje krem zabaglione). Śmietankę ubić na sztywno. Połączyć serek z masą "zabajone" oraz śmietanką.



W naczyniu lub pucharkach ułożyć warstwę biszkoptów moczonych w kawie (słodkiej), przykryć kremem, kolejna warstwa biszkoptów, krem i przysypać całość ciemnym kakao. Udekorować malinami... delektować się smakiem... dopiero po kilku godzinach :-)




Pozdrawiam ciepło... zmykam

Do miłego!!

P.S. nadal zapraszam na moje Candy... :-)

12 września 2011

Po raz drugi dzisiaj ...lemon curd i wiekowy tamborek

Mleczko od krówki jest pyszne i tak samo pyszne są świeże jajeczka od szczęśliwych kurek...:-)

Kilka dni temu przygotowałam lemon curd, który widziałam u Bree i skorzystałam z przepisu tutaj.
Z takich świeżych żółteczek wyszedł przesmaczny cytrynowo-jajeczny przysmak...w soczystym kolorze:-)



Z przepis zostają białka, więc powstały bezy... które oczywiście przekładałam sobie lemon curdem....mniammm, mówię Wam pyszne połączenie słodyczy i kwaskowatości... Moja reszta domowników nie zagustowała niestety w tym przysmaku, krzywiąc się po jednej łyżeczce ;-)))

Chciałam się Wam jeszcze pochwalić moim tamborkiem- a właściwie jest to tamborek babci mojego B.
Jest śliczny, taki gładziutki- co świadczy jak wiele razy ręce kobiety miały przyjemność haftować z jego pomocą... aż nieśmiałośćmnie ogarnia gdybym miała zacząć próbę haftu...



Zakupiłam nawet kilka mulinek, może odważę się zacząć... jeszcze tylko kanwę pozostało kupić...

Jak na razie zamówiłam haft (pinkeepa) z metryczką
dla mojego Maleńkiego. Ma to być wymianka z Cyber Julką... już bardzo się cieszę i mam nadzieję na obopólne nasze zadowolenie :-) Cyber Julka przepiękne haftowane babeczki piecze...mniammm, popatrzcie same :-)

A tu Maleńki smacznie śpi w swoim autkowym łóżeczku :-)


Zamówiłam jeszcze coś wyjątkowego dla Maleńkiego, ale o tym następnym razem...


Pozdrawiam wieczornie, pa uściski dwa!


Sabik

Zsiadłe mleko i racuszki

Witajcie...

czas mi się kurczy... ale zawsze znajdę go choć troszkę by zajrzeć do Was:-) nie zawsze mogę skomentować bo akurat Maleńki domaga się wyżerki albo przepierki :-)

Podziwiam jak zwykle Wasze piękne poczynania twórcze :-)

U mnie proza życia... na szczęście słonko świeci i doświetla, jest radośnie!

Dziś wrzucę tylko szybciutko przepis na zsiadłe mleczko i racuszki.

Od dłuższego czasu mamy dostęp do świeżutkiego, pysznego mleczka prosto od krówki :-)
Mój syn wychwala je jako wyjątkowy koneser mlecznych smaków.

Postanowiłam nastawić świeże mleczko na "zsiadłe" czyli kwaśne...

Mleko wytworzy skrzep jeżeli odstawimy je w ciepłym miejscu dodając do pół litra mleka 1 łyżkę kwaśnej śmietany. Oczywiście skrzep powstanie tylko z mleka niepasteryzowanego i nie sterylizowanego. Żadne UHaTe mleka z kartonów się do tego nie nadają...

U mnie po jednym dniu mleczko stało się galaretowate i przyjemnie pachnące jak kefirek :-)


To bardzo zdrowa i łatwo przyswajalna forma mleka, z żywymi kulturami bakterii mlekowych- polecam- dobra na żołądek. Z powodzeniem takie mleczko może zastąpić kupowane w sklepie jogurty i kefirki...

Można też z dodatkiem mleka zsiadłego zrobić pyszne racuszki :-)

Racuszki na mleku zsiadłym

1/2 l mleka zsiadłego
3 jajka
1/2 szkl. cukru
szczypta soli
1 łyżeczka sody
3 szkl. mąki


Żółtka utrzeć z cukrem, solą, sodą na puszystą masę. Dodać mleko i miksować, następnie przesiać mąkę stopniowo i miksować. Białka ubić na sztywno i dodać do masy, delikatnie wmieszać. Do masy dodać jabłka pokrojone w cząstki lub banany w plasterkach.

Smażyć na oliwie na złocisty kolor. Chłoną bardzo mało tłuszczu... :-)



Smacznego!!





Pozdrawiam Was ciepło, witam nowych obserwatorów- zaglądajcie do mnie- cieszy mnie to i dopinguje do znalezienia choć chwilki dla Was :-)

Do miłego!!

Sabik

8 września 2011

Zapraszam na biało-błękitne CANDY i codzienne dywagacje jesienne

Witajcie!

Powtarzalność czynności mnie dopadła...też tak macie?
Ula w Anielskim Zakątku pisze o codzienności... no tak chyba jednak wrzesień skłania do takich przemyśleń... lato tak szybko minęło.. mnie głównie na oczekiwaniu :-)

Teraz gdy już jesteśmy w komplecie trudno jakoś się znaleźć w nowej bądź co bądź sytuacji...
W zasadzie to już doświadczona ze mnie mama, a jednak... jak mówi reklama :-)

Powtarzalne czynności dotyczą głównie Maleńkiego ;-) choć nawet przy trzecim bobasie uczę się czegoś nowego więc nie jest tak źle.
Sprawa ostatnio dotyczyła pępka...miał odpaść a nie odpadał..dwa poprzednie pępki bez problemu znikały, a ten zaczął się jakoś ślimaczyć...
Pielęgniarka i pediatra uświadomiły mnie jak postępować..okazuje się, że stara szkoła codziennego kąpania maluszka pomagała w pozbywaniu się tej resztki cielesnej więzi z mamą :-) No cóż kąpanie kilka razy w tygodniu ale za to kilkanaście razy na dzień płukanie maleńkiej pupci "w kranie" jak mówią moje starsze pociechy. Chusteczki nawilżane stosuję sporadycznie... No cóż nawet w temacie kąpania noworodka są różne szkoły...
Moja Połowa zazwyczaj mawia, że "mądrzy ludzie żyli w brudzie"...a nie którzy dodają "w kupie raźniej" :-)))

W temacie dzidziusiowym można by wiele dywagować :-)

Poza tym to marzy mi się złota piękna i ciepła jesień...ze złoto-rudymi barwami wokół, wrzosami... no i te dłuuuugie wieczory ;-)
Patrzę i podziwiam Wasze jesienne wianki, kolorowe przetwory i zapachy lata zamknięte w słojach i wekach...

Nie ma jednak co przywoływać jesieni.. jeszcze nasze latko nie dobiegło końca więc cieszmy się z ciągle długich dni..

OK, to teraz ta dam...

Mam dla Was CUKIERKI- zaczynamy latem a kończymy jesienią- a dokładnie 5 listopada w dzień moich urodzin- wyjątkowych dla mnie- bo po raz trzeci zostałam mamą, a poza tym w zeszłym roku urodzin nie obchodziłam z różnych osobistych względów...


ZAPRASZAM MOICH STAŁYCH, NOWYCH I PRZYSZŁYCH GOŚCI NA CANDY

Wiem jak lubicie biele, błękity i pastele... takie jest CANDY- BIAŁO- BŁĘKITNE... takie pastelowe apecjalnie dla Was! :-)

Długo myślałam...


Chcę podarować rozbielony komplecik do porannej herbatki lub kawki...


Ocieplacz na imbryczek lub czajniczek, dwustronna podkładeczka pod filiżankę i kilka kwiatków do ozdoby :-)



Mam nadzieję, że spodoba Wam się klimat mojego Candy- zapisujcie się, zostawiajcie komentarze, umieszczajcie wybrany banerek u siebie na blogach, stańcie się moimi częstymi gośćmi-
SERDECZNIE ZAPRASZAM :-)

Losowanie w moje urodzinki :-)


Pędzę by wyczarować znowu słodkości- będzie powtórka z ciastem budyniowym- ostatnio uzależniłam się od niego... ale chodzi też za mną i moim synkiem mus czekoladowy...

Pozdrawiam Was baardzo serdecznie, życzę ciepła w serduchach i dużo letniego słoneczka!!!

Sabik

4 września 2011

Wariacje na temat włoski czyli "panna cottamisu"

Znowu musi być słodko...
Jakoś sobie trzeba życie docukrzać... co prawda słodkie Maleństwo przy mnie 24 h... :-)

Dzisiaj, a właściwie wczoraj postanowiłam, że na niedzielny deser musi być panna cotta!

Skończyły mi się wiejskie jaja- ciasta nie będzie... ale śmietanka 30% się ostała:-)


Zwolennicy włoskich deserów dzielą się chyba na miłośników panna cotty i tiramisu :-))

Ja i moje łasuchy lubią oba desery- dzisiejsze wariacje w tym temacie zaowocowały delikatnym połączeniem smaków i stworzeniem całkiem nowego deseru- "panna cottamisu" :-))


Przepis podstawowy na panna cotte:

500 ml śmietanki 30% (u mnie 330 ml śmietanki i 170 ml mleka)
80 g cukru
2 łyżeczki żelatyny
3 łyżki wody


Śmietankę z cukrem podgrzewamy (nie gotujemy). Żelatynę mieszamy z gorącą wodą, tak by nie było grudek i dodajemy do ciepłej śmietanki, mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Zdejmujemy z ognia.
Lekko przestudzoną rozlewamy do miseczek i odstawiamy do lodówki na ok. 3h.

Stężałą galaretkę śmietankową wstawiamy na chwilkę do salaterki z gorącą wodą- lepiej ją wtedy wyłożyć miseczki na talerzyk.

Podajemy np z musem owocowym.


Moje dzisiejsze wariacje z panna cottą:

- kawowa panna cotta z białą czekoladą

do podgrzanej śmietanki dodałam 50g białej czekolady (zmniejszyłam ilość cukru) oraz kilka łyżeczek mocnej kawy instant rozpuszczonej w 1/2 szkl. wody

- panna cotta kokosowa z białącze koladą


do śmietanki dodałam 2 łyżki wiórek kokosowych. Podałam z musem z nektarynek...


Obie wersje śmietankowej galaretki udekorowałam biszkoptem nasączonym w kawie rozpuszczalnej- i to jest TO!

Absolutne połączenie dwóch włoskich deserów :-)


Polecam!!


A tu mój maluch pierwszy raz w chuście tzw pouchu :-)



Spał sobie w pozycji płodowej :-)

Na szycie czasu mało... pochwalić się mogę tylko zaległą szyciową zabawką dla Maleńkiego.

Recyklingową kostka do zabawy za kilka miesięcy..
Pocięta na kwadraty za duża spódnica dżinsowa oraz inne skrawki i powstała zabawka- wypełniona poliestrem.
Do środka wszyłam eko-grzechotkę ;-) opakowanie z kinderjajka wypełnione ryżem :-)


Pozdrawiam Was ciepło!!!





2 września 2011

Brzoskwiniowe co nieco czyli koniki na kiju i ciasto ...

Bardzo lubię konie..zawsze sprawiało mi przyjemność obserwowanie jak się pasą, oganiają ogonami...gładka i lśniąca sierść, piękne, zgrabne i pełne wdzięku...

Nawet te mniej szlachetnej krwi, niekoniecznie araby są piękne... teraz mam okazję patrzeć na nie, gdy sąsiad rano wypuszcza swoje stadko :-)

Co mają wspólnego konie i brzoskwninie...?

Ten sam miluśki meszek- tak nazwałam niegdyś końskie pyski... są takie milusie gdy się je głaszcze :-)

Kilka dni temu wpadłam na pomysł by sprawić moim pociechom koniki... koniki na kiju- znana wszystkim zabawka od lat..dzieci lubią pobiegać, a ich wyobraźnie jest nieograniczona... Moje pociechy biegały po domu okrakiem na miotle i rurze od odkurzacza :-))) Udawały, że to ich pojazdy, zasiadały razem i prowadziły rozbrajające dialogi :-)

Koniki na kiju (z recyklingu)

Skorzystałam z tego tutoriala bo spodobał mi się ogromnie recykling męskich wielkich skarpet :-)


Na parę koni potrzebne są:

- dwa kije (takie ze sklepu gospodarczego)
- para skarpet męskich
- 4 guziki
- szmatki
- tasiemki
- ozdoby, dzwonki
- wypełnienie poliestrowe (z poduszki ;-)



Skarpetę wypychamy
poliestrem- mamy już koński łeb, szyjemy ze szmatek uszy, doszywamy oczy z guzików, z tasiemek robimy kantarek i gotowe!


No jeszcze łeb umieszczamy na kiju, na kija okrakiem i można krzyczeć: wio koniku! :-))


Pyski im wyszły bardzo sympatyczne i uśmiechnięte:-)


A dla starszych dzieci ;-) do posłuchania konik na biegunach na dobry humorek :-)

Zabawa przednia!

Wracając do brzoskwinek...


Polecam Wam tartę brzoskwiniową, z budyniem pod chrupiącą kokosować kruszonką.

Wczoraj zajrzałam do Asi z Kwestiasmaku.com.
Ujrzałam brzoskwinki zapiekane...i postanowiłam szybciutko upichcić ciacho z brzoskwiniami.


Ciasto kruche miałam zamrożone, owoce prędziutko obrane i pokrojone, jeszcze jedna gruszeczka się znalazła więc też ją wykorzystałam. Budyń w cieście bardzo lubię, znalazł się w tej improwizacji... A od Asi zaczerpnęłam kokosowy chrust.

Wyszło pyyyysznie!



Pozdrawiam brzoskwiniowo i milutko !! :-)






1 września 2011

Koniec wakacji...Eko-reklamówka i eko-śniadaniówka

Witajcie!
To już naprawdę zakończenie sezonu wakacyjnego? Pierwsze dzwonki w szkołach...ech mój starszy malec za rok usłyszy swój pierwszy szkolny dzwonek w życiu? Mógłby mieć jeszcze rok zerówki... no cóż, jakoś sobie tego nie wyobrażam, ale chyba nie będzie wyjścia... Jak patrzę na jego beztroskę, spontaniczne zabawy- jest mądry i operuje bardzo dużym zasobem słów ale czy przez rok zauważę, że jest gotów usiąść w szkolnej ławce...?
Czas pokaże- na razie przedszkolny obowiązek trzeba wypełnić... Dopiero był taki jak Maleńki a tu już ostatni rok przedszkolaka...ech, rosną nam te dzieci :-)

Posmęciłam troszkę, a przecież każdy wiek ma swoje prawa i uroki, trzeba zawsze cieszyć się chwilą- carpe diem jak mawiali starożytni Indianie ;-))

Tymczasem nawet na zakupy nie mogę się wybrać bo zwyczajnie nie ma jak... a zawsze z zakupów pozostaje dziesiątki plastikowych siatek, reklamówek, woreczków...

Niedawno ELa z Czary Mary z materiału umieściła tutka jak uszyć reklamówkę...
Skorzystałam jak najbardziej i z darowanego mi materiału- cieniutkiego ortalionu- uszyłam reklamówkę właśnie.

Zmodyfikowałam nieco projekt i dodałam kieszonkę z troczkiem tak by zminimalizować rozmiary siateczki i wrzucić do torebki.


Kieszonka wyszła tak na styk, następnym razem zrobię nieco większą.
Narodziny reklamówki :-)




Wielkość średnia- na jednorazowe zakupy w delikatesach lub wiejskim sklepie :-)



Nieco wcześniej zmontowałam mojej Połowie eko-torebkę na śniadanie tzw. lunch bag.
Obywa się bez plastikowych woreczków.
Projekt widziany na wielu blogach spodobał mi się- nawiązuje do zwykłej papierowej torebki z dawnych lat :-)

Torebka mieści dwie kanapki, owoce i miejsce na słodycz też się znajduje.


Warstwę wewnętrzną stanowi ceratka, tak by np. wyciekający pomidorek nie poplamił torebki ;-)


Zapięcie na całkiem męski guziczek :-)

Wiecie co, mam ochotę na Candy...tylko muszę pomyśleć nad cukierkami...
Chyba już niedługo Was zaproszę do zabawy...

Ostatnie cukierki poleciały do Hiszpanii do Mcdulki a kilka dni temu wysłałam Pocieszajkę do Zmierzchu Luny po bardzo wielu nieudanych próbach kontaktu mailowego.
Mcdulka była bardzo zadowolona a ja jeszcze bardziej, że cukiereczki zaleciały aż do Oviedo:-)Mam nadzieję, że zwyciężczyni będzie zadowolona :-)


Tymczasem znikam...obowiązki wzywają :-)

Pa!