26 maja 2011

Mamusiom 100 lat!!

Wszystkim blogującym Mamom moc serdeczności!!



Tym świeżo upieczonym i tym przyszłym...podwójnym, potrójnym, z odchowanym stadkiem, z plecakami swoich uczniów i workami swych przedszkolaczków... z rękami pełnymi pracy i sercami pełnymi miłości i rozterek...tym blogującym i tym stroniącym od komputerów...mamom wesołym i smutnym czasami...tym z łezką w oku i z uśmiechem na twarzy...

WSZYSTKIM MAMOM życzę spokojnych, jasnych i ciepłych myśli...nie tylko o swoich skarbach ale też o sobie samych :-)

Jesteśmy wyjątkowe, bo być mamą i sprostać temu zadaniu nie zawsze jest proste:-)



I jeszcze jedno- pamiętajmy, że dzieci wychowujemy dla świata- nie dla siebie- pamiętajmy o własnych skrzydłach, pasjach, hobby i miłości- nie tylko tej matczynej...:-)
Kochajmy nasze skarby bezwarunkowo i mimo wszystko, choćby nie wiem co...

Przewrotnie, ale kobieta i mama to jedno!

Szczęścia dla szczęśliwych mam!!



Znalazłyście koniczynkę z 4 listkami?

jest ich kilka tutaj... :-)


Miłego Dnia Mamy!!

25 maja 2011

Podwójny eko-kulodrom

Niestety chorujemy, siedzimy w domu i żeby nie było tak pesymistycznie- bawimy się...:-)
Muszę przyznać, że dzieci mam bardzo pomysłowe i kreatywne. Potrafią się w przypływie dobrych humorów rewelacyjnie bawić wymyślając zabawy z najzwyklejszych rzeczy otaczających nas w domu.

Ostatnio przyjacielem mojego syna jest rura za szczotką od odkurzacza- teorię do owej niezwykłej maszyny dopracowuje z każdym dniem- są silniki, wlewy paliwa, rury wydechowe, znaczniki ilości paliwa, szyny i szczotki do hamowania, filtry paliwa i wiele innych "niewidzialnych" okiem dorosłego podzespołów...

Zabawki eko mamy już troszkę "przerobione"... Dzisiaj przyszła pora na kulodrom!

Przygotowałam odpowiednie materiały (zainspirowałam się pomysłem Ekomanii:
- rolki po papierze toaletowym, które zbierałam już dłuższy czas
- pudełko po zgrzewce mleka


Pomysłów na kulodrom jest wiele, jak wielu rodziców, choćby w Ekomanii i u Joela.


Dzieciaczków mam dwójkę i znam je na tyle, że od razu wolałam przygotować podwójny kulodrom:-) Tak by każde miało swoje pole do popisu;-)

Pudełko po 12sztukach mleka ustawiłam w pionie, spięłam zszywaczem tak by się nie przewracało.
Owinęłam je folią alu by ładnie świeciło i zachęcało. Rolki papieru wcześniej pomalowałyśmy z córcią farbkami.


W środkowej części pudełka zrobiłam nacięcia i umieściłam w nich poprzecinane na pół kolorowe rolki papieru. W ten sposób powstał za jednym zamachem podwójny kulodrom. :-)


Dzieciaki okazały się na tyle kreatywne, że syn dobudował sobie jeszcze tunel z pozostałych rolek by kulka wypadała dalej, a córcia pobiegła po kubek i łapała kulkę w połowie trasy:-)



Zamawy mnóstwo- satysfakcja dla mamy!!


A to ja- niedawny mój portret z kropką w brzuszku wykonany przez Córcię!


Pozdrówka duże!!

Cukierki od Basi dotarły:-)

Dziś odebrałam paczuszkę...
Wielkie dzięki Basiu za prezenty!!


To naprawdę bardzo miłe i niezwykłe doświadczenie dla mnie... niby niewiele a jednak jak wiele znaczy otrzymać podarunek od kogoś kogo nie znamy tak na dobrą sprawę;-)

Zazwyczaj wyznaję taką teorię, że nic nie dzieje się z przypadku, że wszystko i to co dobre i to co złe ma ukryty sens- o którym dowiadujemy się i doświadczamy namacalnie dopiero po jakimś czasie...pytając uprzednio dlaczego?

Otóż gdyby nie pewien splot bardzo trudnych i niezbyt pozytywnych dla mnie okoliczności, które miały miejsce jeszcze niedawno i które "nie powinny" się zdarzyć... a jednak się zadarzyły...może gdyby...nie to...nie byłoby mnie TUTAJ...na moim blogu... nie zaczęłabym szyć i nie odnalazła kolejnej pasji tworzenia...

W każdym razie cieszę się, że tu jestem, mogę pokazać trochę siebie (nie lubię raczej tego w nadmiarze)..

To taka dygresja a propos przygody z blogowaniem i wygranego Candy:-)

Dziękuję jeszcze raz za przemiłe prezenty Basiu!!!

Materiałki ciekawe bardzo, na przepiękne maki miałam nieraz chrapkę...ten motyw lubię!




Śliczne białe zajączki zostały adoptowane przez moje pociechy natychmiast:-)
A ja zostałam kokoszką- i dzieci wręczyły mi woskową kokoszkową ozdobę:-)

Ciepło pozdrawiam!!

22 maja 2011

Zaglądajcie na rosyjskie blogi...

W wolnej chwili (mam chore dzieci) wieczorkiem trafiałam na blogi naszych sąsiadek zza wschodniej granicy...
Dziewczyny są przezdolne!! Ich blogi baaardzo inspirujące!! "Konfjetki" takie, że szczęka opada:-)

Zajrzyjcie choćby tutaj:

- http://komkofa.blogspot.com/

- http://aminelka.blogspot.com

- http://rsvetlica.blogspot.com

Pomysły rewelacyjne, piękne tkaniny...

Pozdrawiam!!!

20 maja 2011

Ciasto z rabarbarem i jabłkami



Uwielbiam rabarbar z uwagi na kilka rzeczy:

1. sezonowy smak jedyny w swoim rodzaju...
2. smak dzieciństwa- rabarbar na surowo posypany cukrem i kwaśna minka:-)
3. pyszny kompocik gaszący pragnienie w upalny dzionek
4. no i ... ilość "r" w słowie :-))) mogę się podroczyć i prosić o wymawianie tego słowa przez moją Połowę :-))

Ciasto oczywiście upiekłam- wyszło pyszne- z przepisu Uli.
Ja dodałam jabłek z uwagi na moje dzieciaki.

Rabarbaro-jabłkowe ciacho biszkoptowe

Przepis cyt. za Ulą z Anielskiego Zakątka


4 jajka
1 szklanka cukru
2 łyżeczki cukru wanilinowego
1 kostka masła /200 g/
2 szklanki mąki
1 i 1/2 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
dowolne sezonowe owoce


Masło należy rozpuścić na małym ogniu i ostudzić, jaja z cukrami utrzeć na "białą" masę, czyli dość długo ucierać, potem podczas ucierania dolewać powoli wystudzone masło, następnie łyżką wsypywać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, potem chwilę jeszcze zostawić mikser włączony, żeby się połączyło, ale nie za długo.
Blachę smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą lub maką krupczatką [ja wyłożyłam blaszkę papierem do pieczenia], wlewamy ciasto i bardzo obficie posypujemy rabarbarem lub innymi owocami [u mnie wersja z rabarbarem i jabłkami obsypanymi cukrem, można trzcinowym]
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do ok 180-200 stopni, czas pieczenia zależy od piekarnika, należy sprawdzać patyczkiem [piekłam na termoobiegu w 170 stopniach].


Z kompocikiem smakowało suuuper :-)



Polecam i pozdrawiam!!

Kosmetyczka i akcesoria

Już jakiś czas temu uszyłam kolejną kosmetyczkę. Z założenia miała to być kosmetyczka na lakiery do malowania paznokci...miałam taką nie w moim guście. Zupełnie nie wiem jak to się dzieję, że posiadam czasem rzeczy nie w moim guście, patrze na nie, korzystam i tak mi się opatrzą, że nie dostrzegam ich niedopasowania do mnie ;-))

Taka była właśnie moja mała kosmetyczka na lakiery...sztuczny welur w brązowe centki- beee, paskudna.

Wreszcie mam taką jak mi się podoba:



Zrobiłam kosmetyczne naprasowanki i ciekawie chyba wyszło:




I na dodatek poduszeczki do pedicuru pasują do kompletu:-)

Są baaardzo mięciutkie i super wygodne do malowania pazurków u stópek:-)



Dodatkowo uszyłam sobie podróżne etui na płatki kosmetyczne.


Malutkie, mieszczące wystarczającą ilość płatków, no i można je zawiesić na wieszaczku i korzystać.



Zestawik mi teraz bardzo odpowiada i spełnia moje potrzeby praktycznie i estetycznie:-)

18 maja 2011

Kolejne cukiereczki...? Wygrałam nagrodę pocieszenia u Joli Zoli!

Otóż chciałam się pochwalić, że nawet nie wiedziałam o mojej pierwszej wygranej...
Nagrodę pocieszenia w losowaniu Candy u Joli Zoli wylosowała mi Natalcia.

Ogromnie się ucieszyłam, a wcześniej bardzo zdziwiłam bo Jola powiadomiła mnie w komentarzu o mojej wygranej- gapa ze mnie:-)

Koniczynki czterolistne często znajduję, ale wygrywam dopiero teraz...:-)




Pozdrawiam!!

17 maja 2011

Podkładeczki obiadowe, owocowe i truskawkowe wafelki...

Szalenie lubię materiał, z którego uszyłam sobie owocową torebkę z czerwono-kraciastymi obszyciami i podkładki pod kubeczki.


Kupiłam kawał tego materiału w secondhandzie nie wpatrując się specjalnie w szarawe napisy na beżowatej cudnie miękkiej bawełnie.

Zaczęłam się doczytywać z francuska dopiero w domku po upraniu materiałku, wspomogłąm się Wikipedią i cóż się okazuje.

Na mojej szmateksowej bawełnie widnieje nic innego jak dokument z 1813 roku i jest to Ordre Imperial de la Reunion- postanowienie o uhonorowaniu wojaków francuskich Cesarskim Orderem Zjednoczenia podpisane przez samego Napoleona. Tutaj można poczytaćdokładniej o tym wydarzeniu a tu widnieje oryginalny dokument.

Napoleon chyba byłby niepocieszony, że tak istotne akta będą za 200 lat widnieć na tkaninkach lądujących w lumpkach.


Co tam, postanowiłam uszyć podkładki obiadowe i bieżniczek stołowy. Mam teraz w kuchni kawałek francuskiej historii... ;-)



Są dwustronne oczywiście:





Zamarzyłam także o podkładce- jabłuszku. Znalazłam niedawno na takie o to cudeńko i zgapiłam nieco :-)



Powstała jeszcze jedna, ale już truskawkowa:-)

Sama ją rozrysowałam, podhaftowałam, obszyłam kawałeczki filcu i mam ją już!


Żeby było całkiem truskawkowo szybciutko zmontowałam wafelki przekładane truskawkowym kremem.

Spokojnie, krem jest z wykorzystaniem galaretki truskawkowej...


Wafelki z galaretką truskawkową:


masa do przełożenia
szklanka śmietanki słodkiej 30%
1/2 szkl. cukru
3/4 kostki masła
galaretka truskawkowa


Do rondelka wlewamy śmietankę, dodajemy masło i cukier. Ogrzewamy do rozpuszczenia i połączenia się wszystkich składników. Do gorącego płynu dodajemy galaretkę (wsypywałam powolutku) i intensywnie mieszamy do całkowitego rozpuszczenia się galaretki.
Masę odstawiamy do ostudzenia.

Wafle przekładamy ostudzoną masą. Ja użyłam okrągłych andrucików i masy wystarczyło mi na przełożenie czterema warstwami.

Przełożone andruty dociskamy i odstawiamy przynajmniej na 2 godzinki do lodówki, wtedy z łatwością dadzą się pokroić...




Pyszne, polecam!

Jupi!!!! Wygrałam Candy u Barbary!!

Przeglądam sobie pocztę a tu mail z prośba o adres...hmmm..co jest..?
Głowa mnie dziś lekko boli na zmiany pogodowe i zupełnie nie mogłam skojarzyć...
Lecę do bloga Barbary "Minął dzień", czytam post a tam wylosowany mój komentarz- osłupiałam...

Super uczucie! Bardzo dziękuję za miłe wrażenia i zabawę!!:-) Już nie mogę się doczekać... :-)

Pozdrawiam ciepło!!!

14 maja 2011

Bezu, bezu, bez... i serniczek na zimno

Szkoda, że zapachów nie można sobie nagrać np na pendriva i odtwarzać w komputerze...
taki zapach wiosenny jaki rozsiewa bez odtworzyć sobie gdy za oknem śnieg :-)

Są na szczęście zapachy syntetyczne bądź ekstrakty naturalnych olejków roślinnych...i jak już bardzo chce nam się zapachu lata zimą można rozpylić mgiełkę lub w kontakcie umieścić perfumki ;-)


Jednak zapachu świeżych kwiatów bzu nic nie zastąpi i trzeba się nawąchać póki nie przekwitną !!

Przed nami kolejne zapachy- konwalii majowych, jaśminu, świeżych truskawek...
a jakie są Wasze ulubione sezonowe zapachy?

Odurzona zapachem bzu zapragnęłam lekkiego deseru i powstał serniczek na zimno.

Sernik na zimno:

4 serki waniliowe homo
3 galaretki
ciasteczka kruche
owoce

Dwie galaretki rozpuszczamy w szklance gorącej wody. Po przestygnięciu dodajemy galaretkę cienką strużką i intensywnie mieszamy z serkami waniliowymi.

Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia, wysypujemy pokruszonymi ciasteczkami. Masę sernikową wykładamy na ciasteczka i do lodówki by stężała.

Na stężałą masę układamy ulubione owoce (u mnie wczoraj gościły przesłodkie winogronka). Zalewamy galaretką przygotowaną jak na opakowaniu.

Serniczek stężeje za pół godzinki :-)



A tak właśnie mija czas...:




Smacznego!!

Patelnia wstępnie wytestowana...

Na pierwszy ogień ceramicznej powłoki poszły jaja :-)


Taka patelnia to poezja w porównaniu z teflonową... idealnie gładka powierzchnia, mieszanie jajeczniczki- czysta przyjemność..nic kompletnie nie przywiera..

Trudno tylko ocenić stopień ścięcia białka z racji białej powierzchni patelni :-)))

Ale to pikuś w porównaniu z tym, że po przełożeniu potrawy na patelni nie pozostaje nic a nic :-)


Jedynym mankamentem mojego modelu są zaślepki śrub od rączki patelni. No niestety- zawsze coś, ech :-)

Modele firmowych i znacznie droższych patelni (np Moneta) mają rączką zamontowaną tak, że żadne zaślepki nie wychodzą do wnętrza patelni...
Ale może to jeszcze przede mną :-)

Polecam- dla mnie bomba!

13 maja 2011

Worki przedszkolne

Dalszy ciąg edukacji przedszkolnej przed nami...przedszkole zimą i wczesną wiosną to wylęgarnia chorób i infekcji...szczególnie, gdy rodzice za wszelką cenę zostawiają zakatarzone i kaszlące pociechy- za kilka dni cierpi cała grupa... ale to już chyba minęło i słoneczko nie pozwoli na choróbska. Oby!

Moje pociechy po dłuższej przerwie otrzymały worki przedszkolne na kapcie i chyba z chęcią powrócą do swojej grupy :-) Zwłaszcza, że pojawił się ładny, nowy plac zabaw- główna atrakcja ciepłych dni.

Worki uszyłam wspomagając się nogawkami świetnie uszytych dżinsów- tyle, że z krokiem w kolanach- a ja w takich raczej nie pochodziłabym :-)

Nogawki poszły więc pod igłę. Naszyłam im aplikacje z literką i już dzieciaki mają imienne worki na przydasie lub kapcie. Podobają się bardzo i to najważniejsze.

12 maja 2011

Ceramiczna patelnia i ananasowiec

Dwie patelnie w kuchni to dość mało...
Musi być mała podręczna patelenka, koniecznie... teflonowe przestaję lubić... choć mam wiele drewnianych łopatek to zawsze powłoki teflonowe prędzej czy później zaczynają się rozwarstwiać i łuszczyć...Nie ma co karmić domowników dodatkiem "teflonowej przyprawy"
Ciężkie, stalowe czy żeliwne też nie w moim typie...

Ostatnio czytałam o patelniach z powłoką ceramiczną. Są dość drogie, ale ponoć trwałe i higieniczne.

Dziś wpadła mi w rękę w delikatesach śliczna pomarańczowa z zewnątrz a w środku bielusieńka z gufrowaną powierzchnią. Jest śliczna jak na mój gust i bardzo się cieszę z zakupu:-)
Producent polski- przetestuję ją niebawem.




Zalet ma wiele, ale znam je na razie w teorii, zobaczymy jak będzie się sprawowała w kuchni:-)


Macie jakieś doświadczenie w użytkowaniu patelni ceramicznych??


Apetyt na słodkie mnie chwycił i miał być szybki biszkopt z owocami i galaretką a zakończyło się ananasowcem :-)

Ciasto polecam, bo pyszne, nie za słodkie, robi się dłużej niż klasyczne szybkie ciasta..ale warto:-) Szczególnie pyszny jest ananasowy budyń...mniammm.

Ja przyoszczędzałam na jajeczkach, ale wersja oszczędniejsza też pyszna!


Ananasowiec


Biszkopt:
4 jajka
3/4 szkl cukru
1 szkl. mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia ( ja zapomniałam dać...)

Krem:
puszka ananasów- sok odlać do garna na budyń, owoce pokroić
budyń waniliowy
3 żółtka
1/2 szkl. wody
3 łyżki cukru
200 g masła

Beza kokosowa:
3 białka
1/2 szkl cukru
ok.100 g wiórek kokosowych




Biszkopt- białka ubić na sztywno z cukrem, dodawać po jednym żółtku, zmiksować. Wmieszać ostrożnie mąkę z proszkiem do pieczenia. Pieć w piekarniku o temp. 180 stopni do suchego patyczka :-)

Krem- w garnku zagotować sok ananasowy, w kubeczku rozrobić budyń z 3 żółtkami, cukrem i wodą. Wlać do gotującego się soku i energicznie mieszając ugotować budyń. Mogą się zrobić grudki na początku ale mieszanie skutecznie doprowadza budyń do gładkości :-)
Odstawić do ostygnięcia. Następnie dobrze utrzeć miękkie masło i dodawać po łyżce ostudzonego budyniu. Wymieszaćkrem z pokrojonymi ananasami. Nie podjadać choć krem jest pyszny...;-)

Beza- ubić białka z cukrem, dodać wiórka i wymieszać delikatnie. Upiec warstwę bezy w tej samej blaszce. Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez ok 25 minut.

Biszkopt nasączyć ulubionym pączem (np pół szklanki wody, sok z cytryny, dosłodzić wg uznania i rum wg uznania). Wysmarować kremem, na wierzch docisnąć bezę. Pyszne od razu po przygotowaniu, ale jeszcze lepsze schłodzone minimum godzinkę.

Smacznego!!!

9 maja 2011

Podkładeczki

Szybciuteńko, bo czasu mało :-)

Uszyłam podkładeczki pod kubeczki...


Pierwsza powstała ta z serduchem dla mojej Połowy :-) doszyłam więc kolejne: z kotkiem, ptaszkiem, kwiatkiem, liściem, a dla mnie - z filiżanką :-)

Na wieczorek planuję drukowanie na transferze wzorków na tasiemki bawełniane, może postawną moje pierwsze meteczki:-)



Pozdrawiam Was ciepło!

8 maja 2011

Pszenny chlebek na zakwasie

Uwielbiam domowy chlebek... Pachnie w całym domu i nie tylko... ;-)
Tym razem poszedł do pieca chlebek pszenny na zakwasie żytnim razowym.


Zakwas dość młody, stał sobie w lodówce. Wyjęłam go dnia poprzedniego i dokarmiłam mąką żytnią typ 2000. Następnego dnia zakwas pięknie pachniał, przyrósł i był gotowy do wypieku bardzo prostego chleba.

Przepis
wielokrotnie wypróbowany, z dodatkiem drożdży świeżych. Ja piekłam nie raz na mocnym zakwasie, bez dodatku drożdży i też ciasto ładnie wyrasta, choć dłużej...
Tym razem dałam drożdże instant Quetkera.

Chleb pszenny na zakwasie

500 g mąki pszennej typ 750
1 płaska łyżeczka soli
300 g wody
1,5 łyżeczki drożdży instant
150 g zakwasu żytniego
garść kminku obowiązkowo :-)
mak do wysypania keksówki



Składniki połączyć mikserem z mieszadłami haczykowymi. Ciasto jest dosyć gęste.
Przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na 2 h (moje rosło2,5 h). Często wkładam ciasto przykryte ściereczką do piekarnika i nastawiam temp. na 50 stopni, wyłączam piekarnik i ciasto rośnie w ciepełku.
Następnie przekładamy ciasto do keksówki wysmarowanej olejem i obsypanej makiem.
Spryskujemy olejem lub oliwą i posypujemy maką (ja nie posypuję).
Odstawiamy do wyrośnięcia na 45-60 minut.


Piekarnik nagrzewamy do temp. 210 st C i pieczemy chleb ok. 40 minut.

Pachnie chlebkiem...




Smacznie pozdrawiam!

Jogurtowe muffinki poziomkowe

Dość rzadko piekę muffinki... Tym razem skusiłam się na nie po ostatnim poście u Liski.
Przepis zmodyfikowałam z braku jogurtu naturalnego. Powstały muffinki poziomkowe na jogurcie owocowym z owocami poziomek.

Muffiny wspaniale uwolniły podczas pieczenia aromat owocowy... Dodałam jeszcze do ciasta garść rodzynek, bo moje dzieci je lubią.

Muffinki to dla mnie takie sycące "buły" do porannej herbatki lub kawki. Można nimi nieźle podjeść ;-))

Muffinki jogurtowe (zmodyfikowany przepis na te muffinki)


1 szklanka i 7 łyżek mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia (dałam 1,5)
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/4 szklanki cukru
1 duże jajko
3 łyżki rozpuszczonego masła
mały kubeczek jogurtu owocowego (u mnie Jogobella poziomkowa)
1/3 szklanki mleka)

garść rodzynek

Wymieszałam razem suche składniki - mąkę, proszek, sodę i cukier, a następnie połączyłam wszystkie mokre składniki.Suche składniki połączyłam z mokrymi mieszając łyżką.
Ciastem wypełniłam papilotki umieszczone w metalowych foremkach babeczkowych :-)

Po 15 minutach pieczenia w piekarniku nagrzanym do 200 C muffiny były gotowe.



Mniamm...

5 maja 2011

O fontannie i truskawkach i małej torebeczce

Moja szanowna przyjaciółka ostatnio zakupiła fontannę.. Niby nic dziwnego, w końcu lato się zbliża..trzeba się będzie czasem chłodzić, więc zamiast moczyć się w basenie można zażyć bryzy w słonecznych promieniach :-) Chyba się rozmarzyłam...

Rzecz jednak bynajmniej nie dotyczy fontanny ogrodowej... chociaż w zasadzie wykorzystywać ją można w ogrodowej altanie lub na tarasie.
Otóż to jest najprawdziwsza fontanna czekoladowa...tzn do czekolady... Jedyne czego potrzebuje fontanna to kilkaset gram ulubionej czekolady i owoców na patyczkach.. Prawdziwa uczta dla łasuchów!!! Chyba wproszę się do mojej przyjaciółki z koszykiem truskawek..już niebawem:-))

Takiego smaku nabrałam na te truskawki, że jak na razie mogę się wybrać z takimi:



Cały słoiczek świeżutkich majowych truskaweczek:-)


Muszę się na razie obejść smakiem i cieszyć oczka tym co mam :-)


Postanowiłam do kompletu z truskawkami ;-) uszyć sobie torebkę, ale nie z rodzaju wielkich "torbiszczy" tylko małą, zgrabną i truskawkową.




Pozdrawiam Was truskawkowo!!!

Podziękowania dla Asi za inspirację:-)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

odwiedzają mnie...

masz chwilkę na reklamę? kliknij :-)

klikamy reklamy...